Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trolling with chen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trolling with chen. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lutego 2013

"Trolling with Chen" - 3

Ta część miała się pojawić wcześniej. Dużo wcześniej. Ale z powodu trzytygodniowego braku komputera, skończyłam ją dopiero dzisiaj. Ogółem, przepraszam za to, co w tej części jest. A jest dużo... dziwnych rzeczy xD I przepraszam za błędy. Znowu pisałam pod wpływem szampana XD

Tytuł: Trolling with Chen
Rozdział: trzeci
Gatunek: komedia, crackfic, i ok. pojawia się lekkie yaoi. LEKKIE.
Fandom: EXO



* * *

Po tym incydencie, Baekhyun stwierdził, że nie będzie dalej grać i zamknął się w pokoju Tao, a Yixing zniknął na 15 minut, by się umyć i przebrać w suche ubrania. W tym czasie reszta zdążyła zagrać trzy szybkie rundki gry 'Prawda czy wyzwanie'.
W momencie, gdy Lay wszedł do salonu, butelką kręcił Jongdae. Chińczyk usiadł na swoim poprzednim miejscu między Krisem i Suho i obserwował bieg wydarzeń, nerwowo modląc się w duchu, żeby nie wypadło na niego. Wu Fan natomiast błagał w myślach o koniec gry. Chciał już mieć to wszystko za sobą. Z chęcią położyłby się do swojego cieplutkiego, miękkiego łóżeczka i nie obudził przez następne 15 godzin. Ale niestety.... w tym dormie to nie było możliwe. Nie z trollującym od rana Jongdae, wiecznie głodnym Minseokiem, bujającym w obłokach Yixingiem, uwielbiającym torturować jego portfel (i też wiecznie głodnym) Tao i zachowującym się jak pięcioletnie dziecko Luhanem pod jednym dachem. Kris zastanawiał się jakim cudem jeszcze nie zwariował i nie wylądował w izolatce, ubrany w biały sweterek z za długimi rękawami.
Z zamyślenia wyrwało go głośne chrząknięcie. Zauważył, że wszyscy zebrani patrzą prosto na niego. Gdy zerknął na Jongdae, zobaczył w oczach Koreańczyka dziwny błysk. Tknięty przeczuciem (bardzo złym przeczuciem), spojrzał w dół.
Trzy milimetry dalej i mógłby się zacząć bać Yixing.
Ale nie. Przeklęta butelka musiała zatrzymać się tuż przed jego prawą stopą. Przed jego cholerną stopą. Zaczął zastanawiać się, czemu urodził się z takimi wielkimi stopami. Gdyby miał je mniejsze, na pewno nie doszłoby do takiej sytuacji, a Chen dręczyłby właśnie Lay'a, a nie jego.
Przeklął pod nosem we wszystkich znanych mu językach i dialektach, ignorując Suhowe „Nie używaj takiego języka przy dzieciach, Yifan!”. Miał przechlapane i on o tym wiedział. Szeroki uśmiech Jongdae i ten dziwny błysk w jego oczach upewnił go w tym jeszcze bardziej. Już miał przekląć ponownie, jednak wzrok Joonmyuna pt. „jeszcze-jedno-przekleństwo-a-powiem-managerowi-o-ostatniej-sytuacji-w-łazience” skutecznie go powstrzymał. Świadomość tego, że ich manager dowie się, dlaczego spóźnili się na próbę była zbyt przerażająca, nawet dla niego. Ale skąd Suho o tym wiedział...?
Jedno spojrzenie na siedzącego obok Yixinga i wszystko stało się jasne. Ta mała, jednorożcowa żmija musiała wszystko wypaplać.
-No więc, duizhang... prawda, czy wyzwanie? - zapytał Jongdae, wbijając w lidera przenikliwe spojrzenie. Uśmiechał się przy tym szeroko, niczym Kot z Cheshire z „Alicji w Krainie Czarów”.
Kris zastanowił się nad wszystkimi możliwymi opcjami. Widział, co się działo wcześniej. Luhan wybrał wyzwanie i Minseok kazał mu wypić jakieś dziwne picie sporządzone przez niego samego. Nikt, ale to nikt nie chciał wiedzieć z czego Xiumin to zrobił. Wystarczyło, że najstarszy zniknął w kuchni na kilka minut, a chłopaków dochodziły jedynie dźwięki miksera, tłuczka do mięsa i otwieranej milion razy lodówki. Luhan, o dziwo!, wypił całą szklankę tego... czegoś z uśmiechem i nawet nie zzieleniał. Potem Joonmyun powiedział 'prawda' i Luhan kazał opowiedzieć mu o swoim pierwszym pocałunku (i pomińmy fakt, że całował się z iguaną...).
Dla Krisa obydwie opcje były złe. Wiedział, że czegokolwiek by nie wybrał, i tak będzie to głupie bądź zawstydzające. Ale będąc tym zajebistym duizhangiem, jakim był, musiał podjąć każde, nawet najgłupsze wyzwanie. Challenge accepted, mógłby rzec.
-Wyzwanie. - rzucił Wu Fan, ku uciesze Jongdae. Chłopak od samego początku wiedział, że blondyn wybierze wyzwanie, choćby nie wiadomo co. I już miał nawet ułożone w głowie idealne zadanie dla niego...
Uśmiech na ustach Chena powiększył się, gdy Koreańczyk wstał ze swojego miejsca, zabrał butelkę z podłogi i podszedł do Krisa, wręczając mu przedmiot. Nie mógł się doczekać miny Yifana, gdy usłyszy treść swojego zadania.
-Zakręć. - powiedział Jongdae, wracając na miejsce. Kris uniósł do góry jedną brew, ale nie oponował i zrobił tak, jak kazał mu Koreańczyk. Butelka zatrzymała się na Chanyeolu.
-No i słodko. Wszystko zgodnie z planem~! - krzyknął Trolldae, ciesząc się jak małe dziecko, które właśnie dostało ciastko. Kris i Chanyeol posłali mu pytające spojrzenia. Chłopak wywrócił oczami. - Oto twoje zadanie, ge. Widzisz tamtą szafę?
Wzrok Wu Fana powędrował w stronę, którą wskazywał Kim. Stała tam duża, drewniana szafa w mahoniowym kolorze. Skinął głową, wracając wzrokiem na Jongdae.
-W takim razie, bądź tak miły i idź do niej razem z Chanyeolem na dziesięć minut. - młodszy rzucił spokojnie, kładąc głowę na ramieniu siedzącego obok Minseoka. Był śpiący. Mieli teraz wolne, więc dla Chena wydało się to trochę dziwne, ale nie zastanawiał się długo nad tym. Xiumin poklepał go lekko po udzie, dając chłopakowi znak, że jeśli chce spać, to niech idzie. Grę zawsze mogą dokończyć jutro.
-Wybaczcie, że przerwę wam tą jakże słodką scenę, ale... CZY CIĘ DO RESZTY POGIĘŁO, CZŁOWIEKU?! - wrzasnął Kris, wymachując rękami we wszystkie strony. Chen spojrzał na niego zirytowany.
-No co ci się w tym nie podoba? To tylko dziesięć minut ze swoim młodszym kolegą w ciemnej, ciasnej szafie. Żaden problem dla tak zajebistego duizhanga, prawda? - powiedział Trolldae. - Ale skoro cię to przerasta, to zawsze możesz wykonać karę.
-Jaką karę...? - rzucił niepewnie Yifan. Odpowiedział mu szeroki, tajemniczy uśmiech Chena.
-Jak nie wykonasz tego zadania, to w ramach kary będziesz musiał pocałować... - tu zrobił chwilę ciszy, patrząc ukradkiem na Zitao. - ...naszą małą, kochaną Kung-fu Pandę~
Nikt nie odważył się odezwać. Luhan i Lay (wyrwany ze swojego jednorożcowego świata) wstrzymali oddechy, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Tao i Kris natomiast zamarli w bezruchu, a ich oczy rozszerzyły się do rozmiarów oczu Kyungsoo. Jedynie biedny, naćpany cukrem Chanyeol nie wiedział co się dzieje.
-Więc, duizhang? Co wybierasz? - spytał niewinnie Jongdae, patrząc na lidera. Ten z trudem przełknął ślinę, zastanawiając się nad swoim wyborem.
-...niech będzie szafa... - mruknął po chwili cichym, lekko załamanym głosem. Tao odetchnął z ulgą.
-W takim razie, zapraszam! - powiedział Koreańczyk, wskazując dłonią mahoniową szafę. Kris podniósł się niechętnie i skierował swe kroki w stronę miejsca swojego zadania, wmawiając sobie w duchu, że to tylko głupie dziesięć minut, wytrzyma. Chanyeol podążył za nim radośnie.
Gdy tylko drzwi szafy zamknęły się za Chanyeolem, a krzyki Krisa, by młodszy zrobił mu trochę miejsca ucichły, Chen wstał i podszedł do barku. Pozostali patrzyli na niego z dziwnymi minami. Kim otworzył szafkę, sięgnął do niej ręką i wyciągnął ze środka litrową butelkę z przezroczystym płynem. Niebieski napis na etykietce poinformował chłopaków o zawartości butelki – Finlandia.
-No to co? Zaczynamy imprezkę?

-Przesuń się trochę. - warknął Kris, odsuwając młodszego chłopaka jak najdalej od siebie.
-Kiedy się nie da! Za mną jest jakiś dziwny włochaty płaszcz! ...w ogóle, kto u was łazi w czymś takim...? - powiedział Chanyeol, odtrącając dłonie Chińczyka. Z wielką chęcią wyrzuciłby ten płaszcz (który najprawdopodobniej należał do Tao) na zbity pysk, ale chiński maknae mógłby go za to zabić. A Chanyeol wbrew pozorom, był bardzo przywiązany do swojego życia.
-To spróbuj jakoś! Naruszasz moją prywatną przestrzeń!
-Wiesz co, Kris? Myślałem, że jesteś mądrzejszy... - westchnął Koreańczyk, kręcąc głową z politowaniem. Oko Wu Fana drgnęło.
-Co chcesz przez to powiedzieć...? - warknął przez zęby, czując kumulujący się w jego wnętrzu gniew.
-To, że jesteś głupi jak but. Siedzimy zamknięci w ciasnej szafie. Na dodatek takiej z ubraniami. Ty na serio myślisz, że w tej sytuacji nie będę naruszał twojej prywatności?
-...zamknij się... - mruknął pod nosem blondyn.
W szafie zapadła cisza, przerywana jedynie odgłosami z zewnątrz.
-Ty, ale ten płaszcz dziwnie śmierdzi... Tao go nie pierze, czy co? - powiedział po chwili Chanyeol, zatykając nos. Kris spojrzał na niego pytająco, czego młodszy oczywiście nie widział, bo było ciemno.
-Jak, śmierdzi? - spytał. Chanyeol przytknął mu pod nos rękaw płaszcza.
-Masz, sztachnij się.
Kris spojrzał krytycznie na Chanyeola, po czym przeniósł swój krytyczny wzrok na ubranie. Nie mając nic do stracenia – przecież i tak siedzi już w tej szafie – nachylił się nad materiałem i powąchał go. Zapach, który poczuł był nie do opisania.
-Boże... co to jest? - zapytał, choć wiedział, że i tak nie uzyska sensownej odpowiedzi. Chanyeol wzruszył ramionami. - I my mamy siedzieć dziesięć minut z tym płaszczem w jednym miejscu?
-Tak.
-...za co...
-Ale... jakby się tak uprzeć... to nawet da się wytrzymać. - powiedział nagle Yeol. Kris spojrzał na niego dziwnie. - No bo takie fajne uczucie mam teraz w głowie... świat mi wiruje... zupełnie jak po moich ziółkach...
-...co? Chanyeol...? Dobrze się czujesz? Ej... EJ!! - krzyczał Yifan, jednak byłu już za późno. Chanyeol był w swoim świecie i nie reagował na nic. A w tym momencie opierał się o tors Krisa, całkowicie naćpany. Chińczyk poczuł, jak zaczyna kręcić mu się w głowie. Szybko zatkał nos i usta rękawem swojej bluzki, a wolną ręką złapał w pasie zjeżdżającego po nim Chanyeola, podtrzymując go.
To chyba będzie najdłuższe dziesięć minut jego życia.

czwartek, 10 stycznia 2013

"Trolling with Chen" - 2

3/4 ff pisane w stanie 2% nietrzeźwości (250 ml 10% szampana w Nowy Rok zrobiło swoje z moją galaretką). Multum błędów, chora fabuła, i naprawdę.... wybaczcie mi to, co zrobiłam z Chanyeola.... i z Yixinga... i z Baekhyuna... i ogólnie, z całego EXO..... ><"

Tytuł: Trolling with Chen
Rozdział: drugi
Gatunek: komedia, crackfic, i ok. pojawia się lekkie yaoi. LEKKIE.
Fandom: EXO



* * *


   Przyjazd EXO K zwiastował katastrofę, szczególnie teraz, gdy Jongdae miał wenę na trollowanie. Kris doskonale o tym wiedział, dlatego siedząc w swoim pokoju przed lustrem i kontemplując nad sensem istnienia Chanyeola i Chena, modlił się w duchu, żeby auto managera K zepsuło się po drodze, dzięki czemu nie mogliby tutaj dotrzeć. Jego modły zostały przerwane przez Yixinga, który postanowił wejść do pokoju bez pukania, rzucając w lidera poduszką.
  -Lay, co ty odwalasz?! - warknął Kris, odwdzięczając się tym samym. Niestety, jego piękna twarz nasmarowana kremem BB znów spotkała się z miękką powierzchnią przedmiotu.
  -Żeby nie było, to twoja poduszka. Więc nie oddawaj mi jej, proszę cię. Jakoś dziwnie pachnie.- odpowiedział młodszy, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech. Jeden z tych, przez które dołeczki na policzkach chłopaka wychodzą na światło dzienne.
   Kris uderzył go w ramię, mrucząc pod nosem, że ona pachnie normalnie, a to, co czuje Lay to tylko perfumy. Chłopak zaśmiał się słodko, przepraszając lidera.
  -Ale ja nie w tej sprawie tu przyszedłem.
  -A w jakiej? - zaciekawił się blondyn, wychodząc ze stanu obrażenia.
  -...K przyjechali.
   I w tym momencie, do pokoju Krisa wpadł roześmiany Chanyeol, rzucając się w ramiona przyjaciela. Yifan przeklął cicho pod nosem i jak najdelikatniej odsunął się od Koreańczyka, co było dość trudne, bo Chanyeol uczepił się go naprawdę mocno.
  -Ayo, whaddup Krease!! - krzyknął rudowłosy ze swoim firmowym, olśniewającym uśmiechem, chwaląc się swoim (nie)nagannym angielskim.
  -Kris, nie Krease. Naucz się w końcu mówić, sieroto. - mruknął Wu Fan, przeklinając w myślach dzień, w którym ten rudy psychopata się urodził.
   Nagle na jego twarzy znalazła się ogromna dłoń Chanyeola, która zniknęła tak szybko, jak się pojawiła i rudzielec uciekł z pokoju, drąc się wniebogłosy i zostawiając zdezorientowanego duizhanga samemu sobie po tym, jak Lay wyślizgnął się z pomieszczenia kilka chwil wcześniej. Po otrząśnięciu się z szoku, Kris westchnął po raz kolejny tego dnia.
  -To będzie długi dzień... - mruknął i wyszedł z pokoju, wcześniej poprawiając zepsutą przez Chanyeola fryzurę.

  -BEJBE, BEJBE, BEJBE OOOOH!!!
  -I  WANNA ROCK! BANG, BANG, BANG!!!
  -YEAAAAAAAAAAAAAAAH~~!!!!!! HAHAHAHAHAHAHA!
   Chanyeol biegał po dormie EXO M, wrzeszcząc do butelki po soczku Jongina, próbując śpiewać fragmenty piosenek zasłyszanych w radiu w samochodzie managera. Bądźmy szczerzy, chłopak nie posiadał daru, by zostać głównym wokalem, więc... jego sfałszowane wycia, ryki oraz niezbyt udane screamo krzywdziły uszy pozostałych członków tak bardzo, że Sehun był prawie pewien, że jeszcze trochę, a jego biedne, styrane narządy słuchowe zaczną wylewać z siebie wodospady krwi.
   Baekhyun stał pod ścianą, zakrywając uszy jak najszczelniej i jęcząc za każdym razem, gdy fałsz rudzielca dochodził do jego bębenków. Reszta tarzała się po podłodze lub, tak jak Kai i Luhan, walili głową w blat stołu, by jakoś zagłuszyć wycie Parka. Oczywiście, bezskutecznie.
   „Nigdy więcej nie dawać Chanyeolowi słodyczy”, przeszło przez myśl każdemu członkowi EXO K. Przez myśli Krisa natomiast przeszło „Nigdy więcej nie wpuszczaj Chanyeola do domu”. Postanowił zrobić z tego mentalną notkę, napisaną wielkimi, neonowymi literami i otoczoną sznurem świecących na kolorowo lampek.
  -KECZ MI NAAAAAAAAAAAAAAAAAAAŁ~! -  Chanyeol zawył po raz kolejny, tym razem kalecząc piosenkę TVXQ. Jęki rozpaczy rozniosły się po mieszkaniu, odbijając się echem od ścian.
   Na ratunek cierpiącym chłopakom przyszedł Chen, który bezceremonialnie i bez ostrzeżenia trzepnął Chanyeola w twarz, uciszając tym chłopaka. Sekundę potem wyjął stopery z uszu i schował je do kieszeni. Na policzku rudzielca pojawił się czerwony ślad po dłoni Jongdae.
  -Zamknij się wreszcie! - krzyknął Chen, rozmasowując obolałą dłoń. Chyba użył za dużo siły... - Co ty ćpałeś, człowieku?
   Chanyeol dotknął dłonią piekącego lekko policzka, a w jego wielkich oczach zaczęły pojawiać się łzy. Dolna warga niebezpiecznie zadrżała.
  -O nie.. tylko nie to... - westchnął Suho i podszedł do płaczącego przez jakąś ckliwą koreańską dramę Tao po kilka chusteczek, zastanawiając się jak maknae EXO M był w stanie cokolwiek usłyszeć przez wrzaski rapera. Długi, czarny kabel łączący telewizor z uszami chłopaka odpowiedział mu jednoznacznie na wszystkie pytania.
  -Chanyeol...? Yeollie...? - spanikował Jongdae, widząc w jakim stanie jest Park. Głośne pociągnięcie nosem utwierdziło go w przekonaniu, że chłopak zaraz się rozpłacze. Joonmyun podszedł do chłopców, dając chusteczki najmłodszemu z ich trójki. Chanyeol przyjął je z wdzięcznością, po czym wytarł w nie pełne łez oczy. I przy okazji, nos również.
  -Suho hyung...? - szepnął niepewnie Jongdae, po wcześniejszym odciągnięciu starszego od Chanyeola. Rudowłosy, czując się niekochany, podreptał do Jongina ze zwieszoną głową. - Co się stało Channiemu...?
  -...daliśmy mu za dużo słodyczy... nasz błąd, wybacz. - odpowiedział lider K, wbijając wzrok w podłogę przed nim.
  -Słodyczy....? A ja byłem prawie pewien, że on coś ćpał znowu.
   Suho pokręcił głową.
  -Zabraliśmy mu ziółka, więc przerzucił się na słodkości. I sam widzisz tego efekty... - po minie Jongdae widać było, że jednak potrzebuje jaśniejszej odpowiedzi. - Noo... ma nadmierne ADHD, huśtawki nastrojów i skłonności do naprawdę głupich pomysłów.
  -Skłonności do głupich pomysłów i ADHD to miał zawsze przecież. - stwierdził Chen, poprawiając lidera. Suho westchnął.
   Chanyeol zaszlochał cichutko gdzieś w tle, wtulając się w Jongina i wylewając wszystkie swoje żale w rękaw chłopaka.
  -Tak, ale... po słodyczach wszystko przychodzi z potrójną siłą. Naćpany Chanyeol jeszcze nigdy nie śpiewał. Rapował, beatbox'ował, próbował gotować, owszem. Ale nigdy nie śpiewał. Nie Justina Biebera bynajmniej.
  -No to nie za ciekawie z nim macie, widzę. - powiedział młodszy, kładąc dłoń na ramieniu Suho w geście zrozumienia i współczucia. - Jak to dobrze, że my nie mamy takich problemów. No, ale cóż. Twój członek, radź sobie sam~!
   Chciał dodać coś jeszcze, jednak mordercze spojrzenie zmęczonego tym wszystkim Joonmyuna skutecznie go uciszyło.
   Nagle butelka, którą trzymał Chanyeol wylądowała na ciemnej podłodze, korkiem wskazując na Baekhyuna. Rudowłosy pociągnął nosem i wytarł łzy z policzków, przenosząc wzrok z butelki na Bacona, i z powrotem. Byun podniósł jedną brew do góry, zastanawiając się o co chodzi młodszemu. Nieprzyjemne ciarki przeszły mu po plecach, gdy na ustach Chanyeola pojawił się pełen tajemnic, szeroki uśmiech. Zwiastował kłopoty i Baekhyun nie musiał długo czekać, by dowiedzieć się co go czeka.
  -Hyung, prawda czy wyzwanie? - zapytał Chanyeol, odsuwając się od Jongina, który dziękował w duchu butelce za to, że postanowiła spaść i odciągnąć zaśpiczonego Chanyeola z dala od jego rękawa. Z drugiej strony jednak, współczuł Baekhyunowi z całego serca, bo znając rudzielca, nie da mu spokoju.
   Baekhyun jęknął głośno. Wiedział, że ma kłopoty, ale żeby aż tak? 'Prawda czy wyzwanie' w wersji Chanyeola zawsze kończyło się źle, a teraz, mając do pomocy Chena, który najwyraźniej bardzo zaangażował się w tą grę, bo właśnie ustalał kto gdzie będzie siedzieć, najpewniej skończy się tragicznie. Zastanawiał się szybko, którą opcję powinien wybrać. Wyzwanie odpada – Chanyeol pewnie każe robić mu jakieś dziwne rzeczy. A prawda....
  -Wyzwanie. - wymamrotał Baekhyun, żałując tego niemal natychmiastowo. Chanyeol zamyślił się, wciąż uśmiechając się głupkowato. Po chwili żarówka nad jego głową zaświeciła się.
  -Zarapuj Two Moons EXO M. - oznajmił Park, siadając na wskazanym przez Jongdae miejscu na podłodze. Oczy Bacona rozszerzyły się do rozmiaru oczu Kyungsoo.
  -Że co?! - wrzasnął, ignorując pojękiwania Luhana, żeby się zamknął, bo jego wciąż boli głowa od ciągłego walenia nią w stół.
  -Noo... słyszałeś. Rapuj.
  -Chyba cię pogięło człowieku. Nie jestem raperem, plus, nie znam chińskiego. Wymyśl coś innego.
  -Hmm~... odmawiasz wykonania zadania, tak...? - zapytał Jongdae, tajemniczym tonem. Uśmiechał się przy tym złośliwie. Baekkie poczuł dreszcze na całym ciele. Niepewny, skinął powoli głową, nie spuszczając wzroku z Chena. - To źle~
  -Skoro tak, to musimy zadać ci karę! - krzyknął uradowany Chanyeol. Już dawno się tak nie bawił, a mając przy sobie ChenChena, był pewny, że nie będzie się nudzić.
  -Jaką... karę...? - spytał Byun, żałując, że jednak nie spróbował zarapować tej przeklętej piosenki. Jongdae wepchnął mu w ręce butelkę.
  -Zakręć nią.
  -Po co?
  -No po prostu nią zakręć! - warknął, zdenerwowany. Co takiego trudnego było w zakręceniu butelką po soczku pomarańczowym?
   Baekhyun nie kłócił się już więcej i postanowił zrobić to, co kazał mu Chen. Tak, żeby nie narażać się bardziej trollowi zespołu. Korek butelki zatrzymał się na Yixingu, który będąc w swoim własnym, jednorożcowym świecie, nie bardzo wiedział o co chodzi.
   Jongdae obrzucił wzrokiem Lay'a, po czym odezwał się.
  -Yixing ge, tak...? Wolałem kogoś innego, ale... niech już będzie. Yixing ge!! - krzyknął Chen, zwracając uwagę starszego na sobie. Ten spojrzał na chłopaka pytającym wzrokiem.
  -Tak, ChenChen?
  -Wypadło na ciebie.
  -...huh....?
  -Butelka. Zatrzymała się na tobie, więc musisz pomóc Baekhyunowi w jego karze.
  -Jakiej karze? - zapytał niewinnie Yixing, przechylając lekko głowę w bok.
  -Nic trudnego, poradzisz sobie. Musisz tylko wypić z nim colę z jednej butelki. - powiedział Koreańczyk, spokojnym głosem. Jego totalnym przeciwieństwem był Baekhyun, który właśnie wrzeszczał na całe mieszkanie, wyzywając Chena na czym świat stoi.
   W stronę Byuna poleciała poduszka, której uderzenie sprawiło, że głowa chłopaka spotkała się ze ścianą za nim, skutecznie go uciszając. Tryumfalny okrzyk opuścił usta zadowolonego z siebie Minseoka, a towarzyszył mu opętańczy śmiech chłopaków. Bacon wydął usta i nadąsał się.
  -Jesteście wredni, wiecie? - rzucił, rozmasowując obolałą głowę, po czym przytulił się do poduszki, którą oberwał.
  -Wiemy. - powiedział Chen, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. - Ale teraz czas na twoją karę. Usiądź przed Yixingiem.
   Baekhyun nie miał zamiaru już więcej się sprzeczać, więc zrobił tak, jak kazał mu kolega. Lay pomachał Baconowi z uśmiechem, gdy ten usiadł po turecku naprzeciwko niego. Najwyraźniej ciągle był w swoim świecie, kompletnie nie przejmując się tym, co ma się zaraz stać.
   Jongdae podał im butelkę z colą i dwoma, sklejonymi ze sobą słomkami. Baekhyun skrzywił się na jej widok, a Yixing wciąż bujał w obłokach. Happy Virus zachichotał cicho.
  -No, to pijcie. - nakazał im Trolldae, czując rozpierającą go dumę ze swojego pomysłu. Chanyeol chyba podzielał jego zdanie, bo wbijał zaciekawiony wzrok w skulonego współlokatora, klepiąc co chwilę Chena po plecach.
   Baekhyun westchnął głośno i przeciągle, i już miał coś powiedzieć, gdy nagle Yixing wyrwał mu butelkę z ręki, wsadził jedną ze słomek do ust Byuna, drugą do swoich i posłał mu znaczący wzrok, mówiący, żeby zaczął pić. Baekkie, chcąc mieć już to wszystko za sobą, posłuchał Chińczyka i wciągnął przez różową słomeczkę trochę zimnego napoju. Wszystko szło idealnie, dopóki nie spojrzał w oczy Yixinga.
   Nie wiedział co się stało. Nie wiedział czemu to zrobił. Ale po prostu to zrobił.
  -AHHH! Ej no! Kontroluj się, Baekhyun! - krzyknął Lay, wycierając mokrą od coli i śliny młodszego twarz.
   Baekhyun natomiast kaszlał i dusił się, a jego policzki przybrały czerwony kolor. Chanyeol zaczął krztusić się powietrzem ze śmiechu.

niedziela, 30 grudnia 2012

"Trolling with Chen" - 1

Oto fic, na którego pomysł wpadłam jedząc rybkę na wigilii. Nie wiem, jakim cudem to powstało, ale... niech już będzie. Kocham pisać debilizmy. (Co nie znaczy, że mi wychodzą xDDD).
Za błędy przepraszam. A na pewno jakieś są, ja po prostu jestem zbyt ułomna, żeby je znaleźć xD
No i.... chyba jako takiego romansu nie będzie. Zero yaoi, zero niczego. Czysta przyjaźń i trolling. xD I moja własna głupota xD
Zapraszam do czytania.

Tytuł: Trolling with Chen
Rozdział: pierwszy
Gatunek: komedia, crackfic i nie wiem. Wyjdzie z czasem. Albo i nie.
Fandom: EXO


* * *


Kris Wu Fan YiFan Li Jiaheng Kevin Duizhang (czy jakkolwiek brzmi jego imię) miał dość. Był na skraju wykończenia psychicznego i to wszystko przez jedną, konkretną osobę.
A ów osoba nazywała się Kim Jongdae. Trollmaster z EXO M.
Co takiego zrobił tym razem? No cóż.... przekonajcie się sami.

Około dwanaście godzin wcześniej...

Chen wparował do salonu, strasząc tym samym siedzącego przy drzwiach Tao. Jego usta zdobił szeroki, tajemniczy uśmiech. Uśmiech, który przeważnie zwiastował katastrofę.
Jongdae obrzucił wzrokiem każdego, znajdującego się w salonie chłopaka, po czym uśmiechnął się szerzej (o ile było to jeszcze możliwe). Nikt nie wiedział, co chodzi po głowie Koreańczyka, ale każdy był pewien, że cokolwiek to jest, nie skończy się dobrze. Szczególnie, jeśli weźmie się pod uwagę ostatnią akcję Chen'a, zaczynającą się dokładnie tak samo jak dzisiaj. Biedny Lay do końca życia będzie miał traumę po tym, co mu zrobił.
Gdy wzrok Trolldae zatrzymał się na Luhanie, ten zatrząsł się lekko, czując przechodzące po plecach ciarki.
-Luhan ge... pobawmy się! - zawołał radośnie w idealnym chińskim, siadając naprzeciwko Chińczyka. W oczach Jelonka pojawił się strach przed nieobliczalnym przyjacielem.
-A w co chcesz się bawić...? - spytał niepewnie, odsuwając się ostrożnie od Jongdae. Jeszcze nigdy w życiu tak bardzo nie cieszył się z siedzenia na podłodze jak teraz. Na niej przynajmniej miał jakąś drogę ucieczki w tył. Nie to, co w fotelu.
Śmietankowy krem na ciastku, które trzymał w ręku ubrudził lekko palce chłopaka, jednak teraz to był najmniejszy z jego problemów. Główny z nich zbliżał się do niego coraz szybciej, z szerszym i bardziej niebezpiecznym uśmiechem na ustach. Czasem Luhan zastanawiał się, jakim cudem Chen potrafi tak szeroko się uśmiechać. Zupełnie, jakby był Kotem z Cheshire z Alicji w Krainie Czarów...
Wysoki pisk Tao (W ogóle, to czemu on piszczał?) wyrwał go z zamyślenia. Nim zdążył cokolwiek zarejestrować, Koreańczyk siedział na nim okrakiem, i gdy tylko wzrok Luhana spoczął na szatynie, ten klasnął w dłonie, kilka milimetrów przed twarzą Jelonka. Skutkami tego był przerażony wrzask Lu oraz czarna koszulka gotowa do prania.
Głośny, melodyjny śmiech Chen'a rozniósł się echem po całym mieszkaniu. Luhanowi jednak nie było do śmiechu. Z cichutkim, ledwo słyszalnym „...moje ciacho....” zrzucił z siebie płaczącego ze śmiechu Jongdae i ugryzł go w ramię. Dość mocno.
-Auauauaua!! Luhan gege! To boli! Boli!
-To jest zemsta za moje ciasteczko. - odpowiedział oschle, wbijając w Trolldae swój najgroźniejszy, zabójczy wzrok. Chłopak przełknął nerwowo ślinę, rozmasowując obolałe ramię, gdzie widniały ślady po wbitych zębach. - Lay, bądź pewny, że Chen nie dostanie żadnego ciastka, dobrze? Daj jego porcję Tao, albo Xiuminowi.
Yixing, zbyt zdezorientowany sytuacją, która właśnie miała miejsce przed jego oczami, skinął tylko głową. Tak naprawdę, to nawet nie wiedział, co Luhan do niego powiedział. Ale... to Yixing. Nikogo nie powinno to dziwić, nie?
Jongdae przeklął pod nosem, na wieść o tym, że nie dostanie żadnego z tych pysznych ciastek, które upiekł Lay. Tao i Minseok natomiast.... można powiedzieć, że cieszyli się jak dzieci. Kris westchnął tylko. Głośno i przeciągle.

Atmosfera przy obiedzie była napięta. Luhan non stop posyłał w stronę Jongdae wzrok mordercy, a wokół niego unosiła się gęsta, rządna krwi Koreańczyka aura. Chen, zdający się w ogóle nie zauważać morderczych zamiarów przyjaciela, zajadał swój posiłek, nucąc cichutko pod nosem jakąś wesołą melodyjkę.
W oczach Luhana malowała się złość i chęć popełnienia morderstwa. Powód miał.... trochę dziwny, ale to było jego ciastko. Ciastko, które wysępił od Lay'a po długich i ciężkich negocjacjach z chłopakiem. Naprawdę długich. Ciacho dostał dopiero po ośmiu nieudanych aegyo, pięciu skradaniach (również nieudanych) i trzech poduszkach na twarzy, którymi Yixing w niego rzucał. Skąd wzięły się poduszki w kuchni? Luhan nie wiedział. Ale przestał się zastanawiać, gdy w swoje łapki dostał to, po co przyszedł. Słodkie, czekoladowe ciacho z kremem.
Niewiele brakowało, żeby rzucił się na Jongdae i udusił go za to, jak potraktował jego ciastko. Powstrzymał go od tego nagły, dziwny dźwięk dochodzący z kieszeni Krisa...
Everybody now behold, something you ain't seen before It's going down. Yes, tonight is what you waited for! Roll like a buffalo. Whoops, they already know! I hope you noticed that 'cause it's too cool to ignore-
-Tak? - powiedział Kris, odbierając telefon. Reszta zaczęła szeptać między sobą – oprócz Luhana, który wciąż strzelał focha na Chena oraz Tao, który bardziej zainteresowany był maltretowaniem marchewki na swoim talerzu – o tym, jaki to ich lider ma nienormalny dzwonek.
Wu Fan, gdy tylko usłyszał z kim rozmawia, westchnął głośno i ciężko (oczywiście w myślach, żeby nie urazić rozmówcy). Rozmowy z Chanyeolem nie należały do najprzyjemniejszych, bo Koreańczyk bardzo często nawijał o niczym tak szybko, że nie dało się go zrozumieć, i do tego głośny, niski głos Parka zaraz przy głośniku ranił uszy Krisa.
Lider, nie za bardzo ogarniając o co chodzi młodszemu, potakiwał jedynie co chwilę, jedząc, a raczej próbując jeść resztki swojego obiadu. Jednak, po usłyszeniu jednego zdania, omal się nie udławił którymś z warzyw.
-...więc spodziewajcie się nas tam za niedługo!
-ŻE CO?! - krzyknął Yifan, po wcześniejszym ogarnięciu się.
-Oj, Krease.... nie słuchałeś mnie? Powiedziałem przecież, że nasz manager nas do was podrzuci, bo jesteśmy w okolicy i nie mamy co robić. Więc spodziewaj się nas!
Zanim duizhang zdołał jakkolwiek odpowiedzieć, Chanyeol rozłączył się, zostawiając go tak zdezorientowanego, że nawet nie zauważył, jak Tao zamienił ich talerze.
-Kris? Stało się coś? - zapytał Lay, patrząc na starszego ze zmartwieniem w oczach. Blondyn wydukał tylko, że za niedługo będą mieć gości, i że idzie do siebie doprowadzić się do porządku. Gdy tylko zniknął za drzwiami kuchni, pozostali popatrzeli po sobie, wiedząc, że zapowiadają się ciężkie czasy. Chen natomiast zaczął układać w myślach kolejny plan na strollowanie kogoś.