Pokazywanie postów oznaczonych etykietą exo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą exo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 lipca 2013

"Lost" - prolog

Tytuł: "Lost"
Gatunek: komedia, parodia
Na podstawie: gry "Slender"
Rating: PG-13
Fandom: EXO

(ff powstał pod wpływem chwili oraz po zagraniu w "Slendera". Dla tych, którzy nie wiedzą co to za gra, polecam obejrzenie let's play'i, bądź zagranie samemu. Ostrzeżenie, jest to gra typu horror.)

* * * 

   Mroźne, nocne powietrze szczypało policzki rudowłosego młodzieńca, podczas gdy ten przemierzał ciemny las w poszukiwaniu przyjaciół. Miał wrażenie, że odkąd wszedł do tego lasu minęło kilka godzin (co tak naprawdę nie było zwykłym wrażeniem, rzeczywiście minęło kilka godzin), a on nie zrobił żadnego postępu w kwestii odnalezienia zagubionej dwójki.
   Zaklął siarczyście pod nosem, potykając się o wystający z ziemi korzeń. Skierował światło latarki bardziej w dół, rozświetlając drogę przed sobą, po czym westchnął ze zrezygnowaniem. Może powinien już wrócić? Kris i Tao na pewno już są dawno w domu, a Baekhyun po prostu zapomniał do niego zadzwonić? O ile... w tym lesie w ogóle jest zasięg...
  -Cholera... - jęknął cicho, rozglądając się wokół w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu wskazującego na to, że dwójka Chińczyków była, bądź jest, w pobliżu. Z kolejnym westchnieniem, wyciągnął telefon z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz. Godzina dwudziesta szesnaście, całkowity brak zasięgu. - ...cholera!!
   Szybko schował komórkę z powrotem do spodni i znów ruszył przed siebie, rozglądając się z narastającą złością. Park Chanyeol nie był osobą, która szybko wpadała w szał, jednak w sytuacji, w jakiej się teraz znalazł, czuł że zaraz coś rozniesie, jeśli Kris i Tao nie znajdą się w przeciągu pięciu minut.
   Chanyeol kontynuował poszukiwania, świecąc latarką we wszystkie strony, gdy po chwili dotarł do wielkiego, pozbawionego jakichkolwiek liści drzewa rosnącego na środku ścieżki. Podszedł bliżej, widząc na pniu coś białego. Była to kartka papieru, a na niej narysowane... coś. Chanyeol nie miał pojęcia co na niej jest - ten, kto to narysował na pewno nie miał szóstki z plastyki. Uwagę rudzielca przykuł jednak napis zajmujący prawie pół kartki.
  -Fohl... fol.... foll...ows...? - zapytał samego siebie, próbując rozczytać te jakże pięknie wykaligrafowane (tu Chanyeol pochwalił się w myślach za tak wyrafinowany sarkazm) literki. Już miał odejść z tego miejsca, pozostawiając kartkę samą sobie, gdy nagle mała żaróweczka zaświeciła się jasno nad jego głową, uświadamiając mu, że zna to pismo. I to nawet bardzo dobrze. Takie kulfony wychodzą tylko spod jednej ręki w EXO. I ów ręka należy do ich ukochanego chińskiego lidera.
   Krisa.
   Mała żyłka pojawiła się na czole rudowłosego i w jednej chwili Chanyeol zerwał kartkę z drzewa, atakując biedną roślinę podeszwą swojego buta, klnąc na czym świat stoi.
  -Szlag, szlag, szlag! Cholerne Chińczyki! Niech ich tylko zobaczę.... Zabiję bez ostrzeżenia!! Normalnie im nogi z dupy powyrywam!! - wrzeszczał, a z każdym wypowiedzianym przez niego słowem, posyłał kolejnego kopniaka w stronę drzewa. - Aaah, szlag by to!!
   Po wyrzuceniu z siebie wiązanki wszystkich znanych przekleństw, wziął głęboki oddech i policzył do dziesięciu, uspokajając się, po czym znów ruszył w głąb lasu, układając w myślach co powie Krisowi, gdy tylko znajdzie jego i Tao.

wtorek, 2 lipca 2013

KaiSoo mini oneshot - "Sacrifice"

Dawno mnie tu nie było, wiem. I przepraszam za to. Nie będę szukała wymówek i powiem wprost. Nie było mnie, bo nie chciało mi się pisać....
Aczkolwiek wróciłam. Z ff napisanym dwie godziny temu. Może być kilka błędów, za co przepraszam. Nie wiem co mnie natchnęło do napisania tego, ale i tak jest lepsze od pewnego innego ff, którego tutaj nie ma... więc, nie przedłużając, zapraszam do czytania~


Tytuł: "Sacrifice"
Gatunek: angst, fluff (?)
Fandom: EXO

* * *

   Błysk światła, dźwięk klaksonu, pisk opon.
   A potem tylko ból.
   Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie; nadjeżdżający samochód, Jongin wybiegający na ulicę, moje ciało samoistnie ruszające się w jego stronę.
   Jongin był pierwszą osobą, którą zobaczyłem po przebudzeniu się w szpitalu. Jego piękne, ciemne oczy pełne były łez, które spływały strumieniami po policzkach, zostawiając na nich czerwone ślady. Chwyciłem jedną z dłoni Jongina i ścisnąłem ją lekko, uśmiechając się. Otworzyłem usta, by coś powiedzieć, jednak nie opuścił ich żaden dźwięk. Wolną ręką dotknąłem swojego gardła. Oplecione w bandaż, bolało lekko przy każdym dotyku. Jongin najwyraźniej zauważył co robię, ponieważ złapał obydwie moje dłonie, przyciągnął je do swojej twarzy i rozpłakał się jeszcze mocniej. Chciałem dowiedzieć się dlaczego płacze i co się stało z moim gardłem, jednak jak wcześniej, wszelkie próby powiedzenia czegokolwiek kończyły się fiaskiem. W końcu Jongin spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, a łzy ciągle płynęły po jego policzkach.
  -Hyung, tak mi przykro. To wszystko to moja wina. Przepraszam...
   Na początku patrzyłem zdezorientowany na płaczącego chłopaka, próbując zinterpretować jego słowa. Gdy wreszcie dotarło do mnie o czym mówił, poczułem na twarzy gorzkie łzy. Straciłem głos i już nigdy go nie odzyskam.
   Ale, pomyślałem sobie, głos to mała cena za życie najukochańszej osoby. Gdybym wtedy nie wypchnął Jongina z drogi, na pewno by zginął.
   Wytarłem łzy rękawem i spojrzałem na trzęsącego się Jongina. Czasem poświęcenia są jedynym wyjściem prowadzącym do szczęścia i w tym przypadku właśnie tak było. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie co by było, gdybym nie zdążył na czas, gdyby jednak to w Jongina wjechałoby to auto. Nie wiedziałbym jak żyć. Ale teraz możemy być szczęśliwi.
   Pogładziłem dłonią policzek chłopaka, tym samym obracając jego twarz w moją stronę. Uśmiechnąłem się do niego ciepło i przyciągnąłem bliżej do siebie. Wbijał we mnie zagubiony wzrok; łzy zdawały się zniknąć z jego oczu. Drugą rękę wsunąłem w miękkie włosy chłopaka i bez ostrzeżenia złączyłem nasze usta w delikatnym pocałunku. Pocałunku, który miał tylko jedno znaczenie:
Kocham cię.

poniedziałek, 18 lutego 2013

"Hitorikiri no Sora" - prolog

Tytuł: Hitorikiri no Sora
Rozdział: prolog
Gatunek: mafia!au, smut, angst
Fandom: EXO, B.A.P., może inne


* * *


   Czarna limuzyna wjechała na parking, zatrzymując się przed wejściem do ogromnego, przeszklonego budynku. Kierowca – starszy mężczyzna w garniturze, na oko po pięćdziesiątce – wysiadł z auta i otworzył drzwi na końcu samochodu. Ze środka wyszedł młody chłopak o krótkich blond włosach. Miał na sobie długi, czarny płaszcz i okulary przeciwsłoneczne. Uśmiechnął się lekko do kierowcy, po czym skierował się w stronę wejścia do budynku.
   Wchodząc do środka, zdjął okulary i schował je do kieszeni płaszcza. Szybkim krokiem udał się do wind. Po drodze ludzi mu się kłaniali; jedni bardziej, drudzy mniej. Blondyn czuł na sobie kpiące spojrzenia, jednak przejął się tym jak zeszłorocznym śniegiem. Odkąd zmienił się szef zawsze tak było, nikt ich nie szanował. Po dotarciu do windy, wszedł do niej i nacisnął przycisk odpowiadający numerowi ostatniego piętra, po czym rozebrał się z płaszcza.
   Jazda windą nie trwała nawet minuty – urok posiadania wind najnowszej generacji. Blondyn lubił takie wygody. Żeby dotrzeć na ostatnie, trzydzieste ósme piętro, musiałby się wspiąć po nieskończenie długich schodach, a to nie była przyjemna wizja. Może i miał bardzo dobrą kondycję przez granie z Minseokiem w piłkę nożną w wolnych chwilach, ale taka wspinaczka była ponad jego możliwości. Zresztą, była poza możliwościami wszystkich tu pracujących.
   Chłopak wyszedł z windy i skręcił w lewo, gdy tylko rozległo się głośne „ding!”, a drzwi się rozsunęły. Korytarz, fioletowy ze złotymi kinkietami i krwistoczerwonym dywanem, był pusty o tej godzinie. Nie zdziwiło go to. Kris nigdy nie lubił, gdy nieproszeni goście brudzili mu jego ulubiony, kosztowny dywan.
   Zatrzymał się pod mahoniowymi drzwiami do pokoju nr 1961. Uniósł wolną rękę, by zapukać, gdy nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich młody, ciemnowłosy chłopak z plikiem dokumentów w dłoni. Spojrzał na blondyna, zdziwiony, po czym zamknął drzwi i uśmiechnął się szeroko.
  -Lu Han! Co ty tu robisz? - zawołał radośnie, przytulając chłopaka na przywitanie. Ten odwzajemnił gest. Szatyn był jednym z niewielu ludzi, którzy rozmawiali z nim szczerze i traktowali jak przyjaciela. 
  -Cześć, Chen. Szef wzywał. - odpowiedział Lu Han, po czym wskazał palcem na trzymane przez młodszego dokumenty. - Nowe zadanie?
  -Mm. Kris kazał mi udać się do Kai'a po więcej informacji. Podobno będzie mógł mi jakoś pomóc. - powiedział Chen, machając dłońmi. - Ale nie jestem pewny, czy Kajtuś da radę.
   Lu Han zachichotał cicho.
  -Zabiłby cię, gdyby to usłyszał.
  -Wiem. Dlatego mu tego nie powtórzysz. - rzucił, patrząc na Chińczyka oczekująco. Lu Han uśmiechnął się tylko i skinął głową. - Dzięki. A teraz już idź. Szefuńcio czeka.
  -Ok. Do zobaczenia później. - powiedział rozbawiony Lu Han, patrząc na odchodzącego przyjaciela. Szatyn pomachał mu, nawet się nie odwracając.
   Blondyn wziął głęboki oddech, po czym zapukał lekko do drzwi. Głośny, stanowczy głos nakazał mu wejść do środka. Lu Han nacisnął klamkę.
  -Tak, Kris?

czwartek, 14 lutego 2013

ChanTao - "Tęskniłem"

Okej, okej. Spóźniłam się tylko kilka minut, ale to tam. Oto fik napisany specjalnie dla Lizzy z okazji walentynek. XD Pairing... nietypowy, wiem. Ale to jej wina. Ona chciała. Ja nie jestem niczemu winna XD
Za błędy przepraszam, jak zwykle. Plus, tym razem też przepraszam za ciulowo napisaną "romantyczną" scenę i końcówkę XD I tak... musiałam dorzucić tam bonusowy pairing, bo bym chyba nie była sobą... XD


Tytuł: "Tęskniłem"
Gatunek: fluff
Fandom: EXO


* * *


-...nyeol...
Usłyszał w oddali czyiś cichy głos. Znał go skądś. Nie mógł tylko skojarzyć do kogo należy.
-...Chanyeol...
Głos wypowiedział jego imię, głośniej niż przedtem. Poczuł jak czyjeś dłonie dotykają jego ciało, trzęsąc nim nieznacznie.
-Park Chanyeol, do cholery!! - krzyknął Baekhyun, zrzucając kołdrę z rudzielca. Chłopak zamruczał niezadowolony, z trudem otwierając oczy. Widząc nad sobą wściekłego Baekhyuna, jęknął głośno i odwrócił się na drugi bok, owijając się prześcieradłem.
Oko Byuna drgnęło nerwowo. Z trudem powstrzymał się od nawrzeszczenia na przyjaciela (był głównym wokalem, musiał dbać o swój głos, nie?) i ze stłumionym warknięciem policzył w myślach do dziesięciu. Metoda ta nie sprawdziła się, gdyż chwilę potem Chanyeol leżał na podłodze, jęcząc z bólu. Chłopak podniósł się powoli i spojrzał na starszego z wyrzutem.
-Za co to było?! - spytał płomiennowłosy, powstrzymując cisnące się do oczu łzy. Pociągnął nosem, nie spuszczając wzroku z Baekhyuna. Szatyn posłał mu spojrzenie pod tytułem „chyba sobie żartujesz”, po czym wskazał palcem na wiszący na ścianie kalendarz z Girls Generation.
-Który dzisiaj jest? - zapytał zdenerwowany. Chanyeol przeniósł wzrok z Baekhyuna na kalendarz. Przywitał go szeroki, ciepły uśmiech siedzącej na karuzeli Hyoyeon. Niżej znajdowała się otoczona czerwonym kółkiem data. Zmrużył lekko oczy, by lepiej widzieć.
-Czternasty luty. - odpowiedział po chwili, przeciągając się. Ziewnął głośno, po czym wgramolił się z powrotem na łóżko, przykrywając się podniesioną z podłogi kołdrą. Nie rozumiał o co starszy robi tyle hałasu. Jest sobota, manager dał im długo oczekiwane wolne. Zegarek na szafeczce obok łózka wskazywał 12:04. Westchnął głośno, zamykając oczy. Mógł spać jeszcze przez co najmniej trzy godziny. Nie widział powodu, dla którego Baekhyun miałby budzić go tak wcześnie.
-Chanyeol, idioto.
-Nie przezywaj mnie. - mruknął Park zmęczonym głosem. Jeszcze chwila, a znów znajdzie się w piękne, tęczowej krainie, gdzie na polance hasają jednorożce, urocze pandy bawią się wśród bambusów, a groźne smoki okupują przestworza.
-Nie przezywam cię. Ja tylko stwierdzam fakty. A teraz zbieraj się z tego łóżka, bo nie mamy czasu! - prychnął rozjuszony Baekhyun, ponownie pozbawiając rudzielca pościeli. Następnym razem niech Suho męczy się z budzeniem tego idioty, bo on nie ma do niego siły. I nerwów.
-Baekkie... mamy dzień wolny, jest sobota... gdzie ty chcesz iść tak wcześnie rano... - wymamrotał prawie śpiący Chanyeol. Byunowi puściły nerwy.
-JEST JUŻ POŁUDNIE, IDIOTO! ZA PÓŁ GODZINY MAMY BYĆ NA LOTNISKU!! ZBIERAJ SIĘ, ALBO POWYRYWAM CI TE DŁUGIE, CHUDE PATYKI Z DUPY!!!
Atak decybelami Baekhyuna najwyraźniej zadziałał, bo już sekundkę później całkowicie obudzony Chanyeol wyskoczył z łóżka, zaplątując się z kołdrę i ponownie zaliczając bliskie spotkanie trzeciego stopnia z ciemną, drewnianą podłogą w ich pokoju.
-Ała.... - jęknął Happy Virus, czując że jego biedne, styrane tyły znów ucierpiały.
-Dobrze ci tak. - rzucił Baekhyun, nawet nie myśląc, by pomóc przyjacielowi, czy okazać mu jakiekolwiek współczucie.
-Jak możesz?! - stęknął młodszy z wyrzutem.
-Normalnie. - odpowiedział szatyn, wychodząc z pokoju. W ostatniej chwili zatrzymał się w progu i odwrócił się w stronę Chanyeola. - A teraz się zbieraj. Za pięć minut widzę cię na dole.
Chanyeol jeszcze przez chwilę wpatrywał się w futrynę, za którą zniknął jego starszy o kilka miesięcy hyung, po czym przeniósł wzrok na kalendarz. Na ustach Parka pojawił się szeroki uśmiech.

* * *

-No i gdzie oni są... ich samolot miał być tu dwadzieścia minut temu... - westchnął Chanyeol, siedząc na lotniskowym parapecie. Przez ogromne na prawie całą ścianę okno, czekające na zewnątrz fanki mogły podziwiać plecy chłopców z EXO-K.
-Nie martw się. Kris napisał mi smsa, że ich lot się opóźnił. Za niedługo tu będą. - powiedział spokojnie Suho.
-I mówisz mi to dopiero teraz? - spytał Chanyeol, patrząc na lidera. Ten tylko wzruszył ramionami.
-Zapomniałem wcześniej.
-Wiesz co? Powinieneś przestać przebywać w jednym pomieszczeniu z Yixingiem. Bo nie dość, że jesteś stary, to jeszcze udziela ci się jego skleroza. - rzucił Wirus Szczęścia, a stojący obok Sehun parsknął śmiechem.
-Bardzo śmieszne, Park Chanyeol. - mruknął lider, dąsając się.
Rudzielec wzruszył ramionami, naśladując Joonmyuna. Modlił się, żeby starszy miał rację i samolot z jego ukochanym na pokładzie doleciał bezpiecznie do Incheon. Nie zniósłby, gdyby coś stało się Tao, zanim zdążyłby go zobaczyć po dwóch miesiącach rozłąki. Chanyeol zerknął na czerwoną torbę leżącą obok niego na parapecie. Uśmiechnął się delikatnie. Tao będzie zadowolony z prezentu. Na pewno.
Podszedł do niego Baekhyun z wyciągniętą dłonią. Na jej wierzchu leżały pieniądze. Chanyeol spojrzał na Baekhyuna pytającym wzrokiem.
-Idź mi kup kawę. Pić mi się chce.
-A co, bozia nóżek nie dała? - spytał sarkastycznie płomiennowłosy, krzyżując ręce na torsie. Starszy przewrócił oczami.
-Nie, nie dała. Więc idź mi po kawę. I od razu możesz kupić lody dla Sehuna. - odgryzł się, wciskając Chanyeolowi pieniądze do ręki. Ten patrzył na niego niedowierzająco.
-Ale ty tak na serio?
-Tak, na serio. - westchnął Baekhyun. - A teraz idź!
-Ah, Yeollie hyung! - zawołał nagle Kai. - Też poproszę lody~
-...nienawidzę was... - mruknął Chanyeol, podnosząc się ze swojego miejsca. Schował pieniądze do kieszeni płaszcza i wpatrując się w podłogę, skierował swe kroki w stronę lotniskowej kawiarenki.
-Weź truskawkowe, hyung! - dwóch najmłodszych krzyknęło za nim równocześnie.
-I espresso!
-A weźcie się odczepcie!! - odkrzyknął Chanyeol, odwracając się w stronę przyjaciół z zespołu. Suho i Baekhyun pomachali mu, uśmiechając się. Parkowi przeszło przez myśl, że z chęcią starłby im te uśmieszki z twarzy. Westchnął ciężko i poszedł do tej nieszczęsnej kawiarni.

* * *

-Głupi Bacon, traktuje mnie jak swojego służącego.... już ja mu pokażę.... - mamrotał pod nosem Chanyeol, wracając z kawiarenki z dwoma lodami i kubkiem kawy w rękach. - ….aish... już on mnie popamięta... głupek jeden...
Dzisiaj zdecydowanie nie był jego dzień. Ci jego tak zwani „przyjaciele” znęcali się nad nim od rana. Najpierw Baekhyun łaskawie przyszedł go obudzić i zrzucił go z łóżka, a potem on i maknae line zmusili go do pójścia po jedzenie, bo im się tyłków nie chce ruszyć. Przynajmniej tyle dobrze, że dali mu swoje pieniądze. Chanyeol miał dość. Baekhyuna, Kai'a, Sehuna i nawet Suho. Jedynie kochany Kyungsoo był po jego stronie. Szkoda tylko, że się za nim nie wstawił...
Truskawkowe lody dwójki maknae zaczęły się topić, brudząc palce Chanyeola. Chłopak przeklął pod nosem, próbując zlizać słodką masę z dłoni. Poskutkowało to tym, że lody na palcach zostały, a rudzielec dodatkowo ubrudził sobie nimi twarz. W tej sytuacji nawet nie miał ochoty się wycierać. Z jego dzisiejszym szczęściem, na pewno oblałby się kawą.
Gdy dotarł do miejsca, w którym siedzieli jego koledzy z zespołu, odetchnął z ulgą. M jeszcze nie przylecieli. Ale chociaż... to była zła wiadomość. Chłopaka ogarnęła panika. A jeśli faktycznie coś im się stało? Pokręcił głową. Nie. Na pewno za niedługo się pojawią, a on będzie mógł wyściskać Tao, szepcząc mu do ucha jak bardzo go kocha. Tak, nie może być inaczej.
-No nareszcie jesteś. Co ci tak długo zeszło? - odezwał się Baekhyun, gdy tylko Chanyeol się do nich zbliżył. Płomiennowłosy posłał mu mordercze spojrzenie. Nagle przyszło mu do głowy, że mógł wcześniej napluć do tej kawy. Szkoda, że o tym nie pomyślał, jak wyszedł z kawiarenki.
-Była kolejka. - warknął, wciskając starszemu kubek do rąk. Lody bez słowa wręczył najmłodszym.
-Ah... w ogóle... co ci się stało w twarz? - spytał Byun, uśmiechając się szeroko. Po chwili nie wytrzymał i zaczął się śmiać, a wraz z nim reszta EXO-K. Chanyeol mruknął ciche „nie twoja sprawa” i szybko wytarł twarz rękawem. Zaczynał mieć dość tych głupich ludzi...
Odwrócił się tyłem do chłopaków, mamrocząc pod nosem różne wyzwiska i przekleństwa skierowane w ich stronę, gdy nagle poczuł jak czyjeś ręce wsuwają się pod jego płaszcz i obejmują go w pasie. Wokół rozniósł się delikatny zapach truskawek.
-Hej, Kocie. - zamruczał ktoś wprost do jego ucha. Po plecach Chanyeola przeszedł przyjemny dreszcz. Ten słodki, seksowny głos należał tylko do jednej osoby:
-Tao... - westchnął płomiennowłosy, obejmując chłopaka ciasno. Jedną z dłoni zanurzył w czarnych włosach Chińczyka, a drugą przyciągnął go bliżej do siebie. Zitao położył głowę na ramieniu starszego.
Tęsknił za dotykiem Tao. Za jego zapachem. Samą obecnością. Dwa miesiące rozłąki to dużo. Rozmawiali codziennie przez telefon i skype, ale to nie pomagało; jedynie wzmagało tęsknotę.
-Wróciłem, Chanyeollie hyung. - powiedział Zitao w perfekcyjnym koreańskim, odsuwając się delikatnie od chłopaka. Chanyeol uśmiechnął się szeroko, wpatrując się w słodką twarz ukochanego. Teraz żałował, że są w miejscu publicznym, otoczeni przez tłum rozwrzeszczanych fanek. Gdyby nie to, już dawno wpiłby się w pięknie ukształtowane, pełne usta Tao.
-Witaj z powrotem, Taozi.
Tym razem to czarnowłosy się uśmiechnął.
-Jesteś brudny. - zachichotał, a Chanyeol automatycznie poczerwieniał z zażenowania. Odruchowo podniósł rękę, by się wytrzeć, gdy nagle powstrzymała go przed tym dłoń Tao na nadgarstku. Młodszy pokręcił głową, po czym stanął na palcach i, patrząc cały czas prosto w oczy Parka, cmoknął go lekko w czubek nosa, szokując tym samym wszystkich wokół. Tao oblizał usta, uśmiechając się.
-Mmm.... truskawkowe? - spytał, przechylając delikatnie głowę w bok. Chanyeol zamrugał kilka razy oczami, zdziwiony, po czym wybuchł śmiechem. Zmierzwił idealnie ułożoną fryzurę młodszego i przytulił go znowu, nie przestając się śmiać.
-Aish... dzieciaki, nie możecie poczekać z tym aż dojedziemy do domu? - westchnął Suho, kręcąc głową z politowaniem.
-Wiemy, że dawno się nie widzieliście i w ogóle, ale jakbyście nie zauważyli, jesteśmy na lotnisku. Wśród fanów i innych ludzi. Więc proszę was, ogarnijcie się. - powiedział Kris, choć jego wypowiedź, mimo iż zawierała w sobie słowo „proszę”, wcale nie brzmiała prosząco. To była jedna z tych sytuacji, w której Chanyeol bezprecedensowo ulegał. Odsunął się od Tao z niezadowolonym wyrazem twarzy i obrzucił liderów obrażonych wzrokiem.
-Wredni jesteście.... nie dacie mi się nawet nacieszyć moją Pandą... - rzucił Happy Virus, łapiąc Zitao za rękę i odciągnął go od tego grona nieprzyjaznych ludzi, kierując się w stronę parapetu, na którym leżała torba torba.
-Ej! Chanyeol! Tao się jeszcze z nami nie przywitał!! - krzyknął Baekhyun, jednak w odpowiedzi otrzymał tylko wściekłe „A co mnie to obchodzi?!” Parka. - Aish... co go ugryzło....?
Reszta tylko wzruszyła ramionami.

Chanyeol sięgnął po torbę i odwrócił się do Tao z lekkim, niepewnym uśmiechem na ustach. Może nie było tego po nim widać, ale denerwował się jak cholera. Był pewien, że chłopakowi spodoba się prezent, ale... ta świadomość wcale nie powodowała, że stres malał. Wyciągnął torbę w stronę młodszego, odruchowo wbijając wzrok w ładną roślinkę po jego lewej. Dziwnym trafem wydała mu się nagle bardzo interesująca.
-Co to? - spytał Tao słodkim, niewinnym głosikiem. Chanyeol poczuł, jak niewielki rumieniec wpływa na jego policzki.
-Prezent dla ciebie. Z okazji Walentynek. - powiedział i poruszył rękami, chcąc ponaglić chłopaka do zabrania torby. Tao przyjął podarunek z uśmiechem i zajrzał do środka. Jego oczom ukazała się biała, pluszowa głowa. Ciekawy, co takiego wymyślił jego ukochany, sięgnął ręką po podarunek. Gdy go wyciągnął, jego oczom ukazała się urocza pluszowa panda, trzymająca w łapkach tak samo pluszowe serduszko z pięknie wykaligrafowanym napisem.
-”It's owner is mine! Don't touch him!”? Serio? - zaśmiał się, patrząc na Chanyeola. Ten przeniósł wzrok z roślinki na podłogę. - Hmm... powinienem kupić ci coś podobnego na urodziny? Albo może na Gwiazdkę? Jak myślisz?
Płomiennowłosy wreszcie spojrzał na Tao, ale w chwili, w której podniósł głowę, zaatakował go Zitao, rzucając mu się na szyję.
-Dziękuję. - szepnął Chanyeolowi do ucha, po czym odsunął się od wyższego chłopaka. Happy Virus chciał coś odpowiedzieć, jednak nie pozwoliły mu na to miękkie wargi Zitao na jego własnych.
Pocałunek nie był długi, romantyczny, mokry, czy jakiś. To było zwykłe muśnięcie, aczkolwiek dla obu stron znaczyło dużo więcej. W to zetknięcie ust przelane zostały wszystkie uczucia, jakie towarzyszyły im od dwóch miesięcy. Od rozpaczy i smutku, poprzez tęsknotę, aż do nieopisanego szczęścia.
-Ehh... wy naprawdę nie potraficie się powstrzymać, co nie? - stwierdził znudzony tym wszystkim Joonmyun, rujnując kochankom pełną romantyzmu scenę.
-Daj im być. - powiedział uśmiechnięty szeroko Lay, opierając się o Koreańczyka. - Nie zachowuj się jak stary dziadek przechodzący kryzys wieku średniego.
-No właśnie! - krzyknął Chanyeol, a Tao kiwał głową. Sehun zachichotał, tak samo jak Kai i Luhan. Suho warknął pod nosem coś niezrozumiałego.
-Poza tym... jeśli denerwujesz się dlatego, że nie masz nikogo z kim mógłbyś spędzić te walentynki.... - zaczął Yixing, po czym złączył nieśmiało ich dłonie. - …to zawsze masz mnie, czyż nie?
Lider EXO-K spojrzał na Chińczyka zaskoczonym wzrokiem. Jednak po chwili odwrócił wzrok i skinął lekko głową. Uśmiech na twarzy Lay'a powiększył się, a wszyscy zaczęli nagle gwizdać i gratulować nowej parze.
Chanyeol złapał Tao za rękę i splótł razem ich palce. Oboje spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się. Teraz może i nie mogli pozwolić sobie na więcej niż zwykłe muśnięcie ust, ale... od czego jest dom, czyż nie? To będą niezapomniane walentynki.

niedziela, 10 lutego 2013

ExoK - "To nie Kai"

Wstawiam ff, którego napisałam dzień po tym, jak zepsuł mi się komputer oraz dzień po tym, jak zdarzyło się nieszczęście na lotnisku Incheon. Dodaje dzisiaj, bo akurat napadł mnie idealny humor.
Za wszystkie błędy przepraszam.

Tytuł: To nie Kai
Gatunek: angst chyba... coś w tym stylu....
Fandom: EXO


* * *


Ból był nie do zniesienia. Paraliżował całe ciało chłopaka, nie pozwalając mu wstać. Z trudem powstrzymywał cisnące się do oczu łzy. Bolało go, owszem. Ale nie mógł pozwolić fanom i reszcie zespołu zobaczyć jego łez.
    Pierwszy przy nim pojawił się Sehun, wypytując czy wszystko w porządku, jak się czuje i co go boli. Z pomocą Chanyeola podnieśli go ostrożnie. Jongin próbował odpowiedzieć na jakiekolwiek zadane mu pytanie, jednak usta chłopaka opuszczały tylko jęki bólu i cierpienia. Gdy udało mu się na chwilę otworzyć oczy, na twarzach przyjaciół dostrzegł strach i zmartwienie. Joonmyun wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać, Baekhyun miał mord w oczach, a Chanyeol na kogoś krzyczał. Jongin nie był pewien. Pulsujący w jego ciele ból odebrał mu wszystkie zmysły.
    Zaczął zastanawiać się, czy dziewczyna, która popchnęła go na ten filar była zdrowa na umyśle. Przecież, która normalna, kochająca fanka krzywdzi swojego idola? Chyba żadna. Saesang fani, w opinii Jongina, powinni się leczyć. Nie wszyscy, ale większość.
   -Jongin-ah, musimy iść. - usłyszał zatroskany głos Kyungsoo. Wciąż nie będąc w stanie nic odpowiedzieć, skinął jedynie głową i poczuł jak ktoś go podnosi. Po chwili stał na ugiętych, trzęsących się nogach, przytrzymywany przez Sehuna z jednej strony i Baekhyuna z drugiej. Syknął głośno. Z każdym stawianym krokiem ból nasilał się, nie pozwalając Jonginowi dokładnie ustalić gdzie znajduje się jego źródło.
   -Wytrzymaj, Jongin. Zaraz dojdziemy do samolotu, tam się tobą zajmą. - powiedział manager, starając się dodać tancerzowi otuchy. Nie bardzo to pomogło, ale Jongin nie narzekał. Zacisnął jedynie dłoń na bluzie Sehuna, tłumiąc kolejny jęk. Dzisiejsze obrażenia musiały być poważne, skoro boli go bardziej niż wtedy, gdy musiał nieustannie tańczyć z kontuzją kręgosłupa.
    Nagle usłyszał krzyk jednej z fanek, życzącej mu szybkiego powrotu do zdrowia i pisk drugiej, żeby jakoś się trzymał. Na te wyznania zaśmiał się gorzko w duchu.
    Nie trzeba było mnie krzywdzić, na pierwszym miejscu.
    Gdy tylko wyszli poza terminal, mroźne, styczniowe powietrze uderzyło twarz tancerza. Odetchnął z ulgą. Do samolotu nie było daleko. Tam na pewno się ktoś nim zajmie, tak jak mówił manager, i może w końcu będzie mógł jakoś normalnie funkcjonować.
   -Otwórz oczy, musisz wejść po schodach. - poinformował go Sehun, poprawiając swój uchwyt i przenosząc cały ciężar Jongina na siebie. Chłopak zrobił tak, jak powiedział maknae. Ucieszył go fakt, że schody do samolotu były na tyle szerokie, by pomieścić na nich dwie osoby. Nie był pewien, czy sam dałby radę tam wejść.
    Powoli i ostrożnie dotarli na samą górę. Weszli do środka samolotu. Jongin usiadł na swoim miejscu i natychmiast znalazł się przy nim lekarz ze strzykawką. Uprzedzając go, że może troszkę zaboleć, podał mu dożylnie najsilniejszy lek przeciwbólowy jaki posiadał, wcześniej dezynfekując miejsce zastrzyku. Jongin podziękował lekarzowi i zamknął oczy, czekając aż lek zacznie działać.
Sehun powiedział mu, że fanki w terminalu zrobiły na szybko bannery z napisem „Trzymaj się, Kai!”. Tancerz uśmiechnął się gorzko.
    To nie Kai teraz cierpi. To Kim Jongin. Podczas gdy na dzisiejszym występie Kai będzie z uśmiechem tańczył na scenie wręcz tryskając energią, głęboko w środku Kim Jongin będzie krzyczał i płakał z bólu., pomyślał chłopak, czując jak ból wreszcie ustępuje. Niemalże natychmiast zasnął, ukołysany przez dźwięk startującego samolotu i ciepłe głosy przyjaciół, zapewniające go, że wszystko będzie dobrze. 

sobota, 9 lutego 2013

"Trolling with Chen" - 3

Ta część miała się pojawić wcześniej. Dużo wcześniej. Ale z powodu trzytygodniowego braku komputera, skończyłam ją dopiero dzisiaj. Ogółem, przepraszam za to, co w tej części jest. A jest dużo... dziwnych rzeczy xD I przepraszam za błędy. Znowu pisałam pod wpływem szampana XD

Tytuł: Trolling with Chen
Rozdział: trzeci
Gatunek: komedia, crackfic, i ok. pojawia się lekkie yaoi. LEKKIE.
Fandom: EXO



* * *

Po tym incydencie, Baekhyun stwierdził, że nie będzie dalej grać i zamknął się w pokoju Tao, a Yixing zniknął na 15 minut, by się umyć i przebrać w suche ubrania. W tym czasie reszta zdążyła zagrać trzy szybkie rundki gry 'Prawda czy wyzwanie'.
W momencie, gdy Lay wszedł do salonu, butelką kręcił Jongdae. Chińczyk usiadł na swoim poprzednim miejscu między Krisem i Suho i obserwował bieg wydarzeń, nerwowo modląc się w duchu, żeby nie wypadło na niego. Wu Fan natomiast błagał w myślach o koniec gry. Chciał już mieć to wszystko za sobą. Z chęcią położyłby się do swojego cieplutkiego, miękkiego łóżeczka i nie obudził przez następne 15 godzin. Ale niestety.... w tym dormie to nie było możliwe. Nie z trollującym od rana Jongdae, wiecznie głodnym Minseokiem, bujającym w obłokach Yixingiem, uwielbiającym torturować jego portfel (i też wiecznie głodnym) Tao i zachowującym się jak pięcioletnie dziecko Luhanem pod jednym dachem. Kris zastanawiał się jakim cudem jeszcze nie zwariował i nie wylądował w izolatce, ubrany w biały sweterek z za długimi rękawami.
Z zamyślenia wyrwało go głośne chrząknięcie. Zauważył, że wszyscy zebrani patrzą prosto na niego. Gdy zerknął na Jongdae, zobaczył w oczach Koreańczyka dziwny błysk. Tknięty przeczuciem (bardzo złym przeczuciem), spojrzał w dół.
Trzy milimetry dalej i mógłby się zacząć bać Yixing.
Ale nie. Przeklęta butelka musiała zatrzymać się tuż przed jego prawą stopą. Przed jego cholerną stopą. Zaczął zastanawiać się, czemu urodził się z takimi wielkimi stopami. Gdyby miał je mniejsze, na pewno nie doszłoby do takiej sytuacji, a Chen dręczyłby właśnie Lay'a, a nie jego.
Przeklął pod nosem we wszystkich znanych mu językach i dialektach, ignorując Suhowe „Nie używaj takiego języka przy dzieciach, Yifan!”. Miał przechlapane i on o tym wiedział. Szeroki uśmiech Jongdae i ten dziwny błysk w jego oczach upewnił go w tym jeszcze bardziej. Już miał przekląć ponownie, jednak wzrok Joonmyuna pt. „jeszcze-jedno-przekleństwo-a-powiem-managerowi-o-ostatniej-sytuacji-w-łazience” skutecznie go powstrzymał. Świadomość tego, że ich manager dowie się, dlaczego spóźnili się na próbę była zbyt przerażająca, nawet dla niego. Ale skąd Suho o tym wiedział...?
Jedno spojrzenie na siedzącego obok Yixinga i wszystko stało się jasne. Ta mała, jednorożcowa żmija musiała wszystko wypaplać.
-No więc, duizhang... prawda, czy wyzwanie? - zapytał Jongdae, wbijając w lidera przenikliwe spojrzenie. Uśmiechał się przy tym szeroko, niczym Kot z Cheshire z „Alicji w Krainie Czarów”.
Kris zastanowił się nad wszystkimi możliwymi opcjami. Widział, co się działo wcześniej. Luhan wybrał wyzwanie i Minseok kazał mu wypić jakieś dziwne picie sporządzone przez niego samego. Nikt, ale to nikt nie chciał wiedzieć z czego Xiumin to zrobił. Wystarczyło, że najstarszy zniknął w kuchni na kilka minut, a chłopaków dochodziły jedynie dźwięki miksera, tłuczka do mięsa i otwieranej milion razy lodówki. Luhan, o dziwo!, wypił całą szklankę tego... czegoś z uśmiechem i nawet nie zzieleniał. Potem Joonmyun powiedział 'prawda' i Luhan kazał opowiedzieć mu o swoim pierwszym pocałunku (i pomińmy fakt, że całował się z iguaną...).
Dla Krisa obydwie opcje były złe. Wiedział, że czegokolwiek by nie wybrał, i tak będzie to głupie bądź zawstydzające. Ale będąc tym zajebistym duizhangiem, jakim był, musiał podjąć każde, nawet najgłupsze wyzwanie. Challenge accepted, mógłby rzec.
-Wyzwanie. - rzucił Wu Fan, ku uciesze Jongdae. Chłopak od samego początku wiedział, że blondyn wybierze wyzwanie, choćby nie wiadomo co. I już miał nawet ułożone w głowie idealne zadanie dla niego...
Uśmiech na ustach Chena powiększył się, gdy Koreańczyk wstał ze swojego miejsca, zabrał butelkę z podłogi i podszedł do Krisa, wręczając mu przedmiot. Nie mógł się doczekać miny Yifana, gdy usłyszy treść swojego zadania.
-Zakręć. - powiedział Jongdae, wracając na miejsce. Kris uniósł do góry jedną brew, ale nie oponował i zrobił tak, jak kazał mu Koreańczyk. Butelka zatrzymała się na Chanyeolu.
-No i słodko. Wszystko zgodnie z planem~! - krzyknął Trolldae, ciesząc się jak małe dziecko, które właśnie dostało ciastko. Kris i Chanyeol posłali mu pytające spojrzenia. Chłopak wywrócił oczami. - Oto twoje zadanie, ge. Widzisz tamtą szafę?
Wzrok Wu Fana powędrował w stronę, którą wskazywał Kim. Stała tam duża, drewniana szafa w mahoniowym kolorze. Skinął głową, wracając wzrokiem na Jongdae.
-W takim razie, bądź tak miły i idź do niej razem z Chanyeolem na dziesięć minut. - młodszy rzucił spokojnie, kładąc głowę na ramieniu siedzącego obok Minseoka. Był śpiący. Mieli teraz wolne, więc dla Chena wydało się to trochę dziwne, ale nie zastanawiał się długo nad tym. Xiumin poklepał go lekko po udzie, dając chłopakowi znak, że jeśli chce spać, to niech idzie. Grę zawsze mogą dokończyć jutro.
-Wybaczcie, że przerwę wam tą jakże słodką scenę, ale... CZY CIĘ DO RESZTY POGIĘŁO, CZŁOWIEKU?! - wrzasnął Kris, wymachując rękami we wszystkie strony. Chen spojrzał na niego zirytowany.
-No co ci się w tym nie podoba? To tylko dziesięć minut ze swoim młodszym kolegą w ciemnej, ciasnej szafie. Żaden problem dla tak zajebistego duizhanga, prawda? - powiedział Trolldae. - Ale skoro cię to przerasta, to zawsze możesz wykonać karę.
-Jaką karę...? - rzucił niepewnie Yifan. Odpowiedział mu szeroki, tajemniczy uśmiech Chena.
-Jak nie wykonasz tego zadania, to w ramach kary będziesz musiał pocałować... - tu zrobił chwilę ciszy, patrząc ukradkiem na Zitao. - ...naszą małą, kochaną Kung-fu Pandę~
Nikt nie odważył się odezwać. Luhan i Lay (wyrwany ze swojego jednorożcowego świata) wstrzymali oddechy, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Tao i Kris natomiast zamarli w bezruchu, a ich oczy rozszerzyły się do rozmiarów oczu Kyungsoo. Jedynie biedny, naćpany cukrem Chanyeol nie wiedział co się dzieje.
-Więc, duizhang? Co wybierasz? - spytał niewinnie Jongdae, patrząc na lidera. Ten z trudem przełknął ślinę, zastanawiając się nad swoim wyborem.
-...niech będzie szafa... - mruknął po chwili cichym, lekko załamanym głosem. Tao odetchnął z ulgą.
-W takim razie, zapraszam! - powiedział Koreańczyk, wskazując dłonią mahoniową szafę. Kris podniósł się niechętnie i skierował swe kroki w stronę miejsca swojego zadania, wmawiając sobie w duchu, że to tylko głupie dziesięć minut, wytrzyma. Chanyeol podążył za nim radośnie.
Gdy tylko drzwi szafy zamknęły się za Chanyeolem, a krzyki Krisa, by młodszy zrobił mu trochę miejsca ucichły, Chen wstał i podszedł do barku. Pozostali patrzyli na niego z dziwnymi minami. Kim otworzył szafkę, sięgnął do niej ręką i wyciągnął ze środka litrową butelkę z przezroczystym płynem. Niebieski napis na etykietce poinformował chłopaków o zawartości butelki – Finlandia.
-No to co? Zaczynamy imprezkę?

-Przesuń się trochę. - warknął Kris, odsuwając młodszego chłopaka jak najdalej od siebie.
-Kiedy się nie da! Za mną jest jakiś dziwny włochaty płaszcz! ...w ogóle, kto u was łazi w czymś takim...? - powiedział Chanyeol, odtrącając dłonie Chińczyka. Z wielką chęcią wyrzuciłby ten płaszcz (który najprawdopodobniej należał do Tao) na zbity pysk, ale chiński maknae mógłby go za to zabić. A Chanyeol wbrew pozorom, był bardzo przywiązany do swojego życia.
-To spróbuj jakoś! Naruszasz moją prywatną przestrzeń!
-Wiesz co, Kris? Myślałem, że jesteś mądrzejszy... - westchnął Koreańczyk, kręcąc głową z politowaniem. Oko Wu Fana drgnęło.
-Co chcesz przez to powiedzieć...? - warknął przez zęby, czując kumulujący się w jego wnętrzu gniew.
-To, że jesteś głupi jak but. Siedzimy zamknięci w ciasnej szafie. Na dodatek takiej z ubraniami. Ty na serio myślisz, że w tej sytuacji nie będę naruszał twojej prywatności?
-...zamknij się... - mruknął pod nosem blondyn.
W szafie zapadła cisza, przerywana jedynie odgłosami z zewnątrz.
-Ty, ale ten płaszcz dziwnie śmierdzi... Tao go nie pierze, czy co? - powiedział po chwili Chanyeol, zatykając nos. Kris spojrzał na niego pytająco, czego młodszy oczywiście nie widział, bo było ciemno.
-Jak, śmierdzi? - spytał. Chanyeol przytknął mu pod nos rękaw płaszcza.
-Masz, sztachnij się.
Kris spojrzał krytycznie na Chanyeola, po czym przeniósł swój krytyczny wzrok na ubranie. Nie mając nic do stracenia – przecież i tak siedzi już w tej szafie – nachylił się nad materiałem i powąchał go. Zapach, który poczuł był nie do opisania.
-Boże... co to jest? - zapytał, choć wiedział, że i tak nie uzyska sensownej odpowiedzi. Chanyeol wzruszył ramionami. - I my mamy siedzieć dziesięć minut z tym płaszczem w jednym miejscu?
-Tak.
-...za co...
-Ale... jakby się tak uprzeć... to nawet da się wytrzymać. - powiedział nagle Yeol. Kris spojrzał na niego dziwnie. - No bo takie fajne uczucie mam teraz w głowie... świat mi wiruje... zupełnie jak po moich ziółkach...
-...co? Chanyeol...? Dobrze się czujesz? Ej... EJ!! - krzyczał Yifan, jednak byłu już za późno. Chanyeol był w swoim świecie i nie reagował na nic. A w tym momencie opierał się o tors Krisa, całkowicie naćpany. Chińczyk poczuł, jak zaczyna kręcić mu się w głowie. Szybko zatkał nos i usta rękawem swojej bluzki, a wolną ręką złapał w pasie zjeżdżającego po nim Chanyeola, podtrzymując go.
To chyba będzie najdłuższe dziesięć minut jego życia.

czwartek, 10 stycznia 2013

"Trolling with Chen" - 2

3/4 ff pisane w stanie 2% nietrzeźwości (250 ml 10% szampana w Nowy Rok zrobiło swoje z moją galaretką). Multum błędów, chora fabuła, i naprawdę.... wybaczcie mi to, co zrobiłam z Chanyeola.... i z Yixinga... i z Baekhyuna... i ogólnie, z całego EXO..... ><"

Tytuł: Trolling with Chen
Rozdział: drugi
Gatunek: komedia, crackfic, i ok. pojawia się lekkie yaoi. LEKKIE.
Fandom: EXO



* * *


   Przyjazd EXO K zwiastował katastrofę, szczególnie teraz, gdy Jongdae miał wenę na trollowanie. Kris doskonale o tym wiedział, dlatego siedząc w swoim pokoju przed lustrem i kontemplując nad sensem istnienia Chanyeola i Chena, modlił się w duchu, żeby auto managera K zepsuło się po drodze, dzięki czemu nie mogliby tutaj dotrzeć. Jego modły zostały przerwane przez Yixinga, który postanowił wejść do pokoju bez pukania, rzucając w lidera poduszką.
  -Lay, co ty odwalasz?! - warknął Kris, odwdzięczając się tym samym. Niestety, jego piękna twarz nasmarowana kremem BB znów spotkała się z miękką powierzchnią przedmiotu.
  -Żeby nie było, to twoja poduszka. Więc nie oddawaj mi jej, proszę cię. Jakoś dziwnie pachnie.- odpowiedział młodszy, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech. Jeden z tych, przez które dołeczki na policzkach chłopaka wychodzą na światło dzienne.
   Kris uderzył go w ramię, mrucząc pod nosem, że ona pachnie normalnie, a to, co czuje Lay to tylko perfumy. Chłopak zaśmiał się słodko, przepraszając lidera.
  -Ale ja nie w tej sprawie tu przyszedłem.
  -A w jakiej? - zaciekawił się blondyn, wychodząc ze stanu obrażenia.
  -...K przyjechali.
   I w tym momencie, do pokoju Krisa wpadł roześmiany Chanyeol, rzucając się w ramiona przyjaciela. Yifan przeklął cicho pod nosem i jak najdelikatniej odsunął się od Koreańczyka, co było dość trudne, bo Chanyeol uczepił się go naprawdę mocno.
  -Ayo, whaddup Krease!! - krzyknął rudowłosy ze swoim firmowym, olśniewającym uśmiechem, chwaląc się swoim (nie)nagannym angielskim.
  -Kris, nie Krease. Naucz się w końcu mówić, sieroto. - mruknął Wu Fan, przeklinając w myślach dzień, w którym ten rudy psychopata się urodził.
   Nagle na jego twarzy znalazła się ogromna dłoń Chanyeola, która zniknęła tak szybko, jak się pojawiła i rudzielec uciekł z pokoju, drąc się wniebogłosy i zostawiając zdezorientowanego duizhanga samemu sobie po tym, jak Lay wyślizgnął się z pomieszczenia kilka chwil wcześniej. Po otrząśnięciu się z szoku, Kris westchnął po raz kolejny tego dnia.
  -To będzie długi dzień... - mruknął i wyszedł z pokoju, wcześniej poprawiając zepsutą przez Chanyeola fryzurę.

  -BEJBE, BEJBE, BEJBE OOOOH!!!
  -I  WANNA ROCK! BANG, BANG, BANG!!!
  -YEAAAAAAAAAAAAAAAH~~!!!!!! HAHAHAHAHAHAHA!
   Chanyeol biegał po dormie EXO M, wrzeszcząc do butelki po soczku Jongina, próbując śpiewać fragmenty piosenek zasłyszanych w radiu w samochodzie managera. Bądźmy szczerzy, chłopak nie posiadał daru, by zostać głównym wokalem, więc... jego sfałszowane wycia, ryki oraz niezbyt udane screamo krzywdziły uszy pozostałych członków tak bardzo, że Sehun był prawie pewien, że jeszcze trochę, a jego biedne, styrane narządy słuchowe zaczną wylewać z siebie wodospady krwi.
   Baekhyun stał pod ścianą, zakrywając uszy jak najszczelniej i jęcząc za każdym razem, gdy fałsz rudzielca dochodził do jego bębenków. Reszta tarzała się po podłodze lub, tak jak Kai i Luhan, walili głową w blat stołu, by jakoś zagłuszyć wycie Parka. Oczywiście, bezskutecznie.
   „Nigdy więcej nie dawać Chanyeolowi słodyczy”, przeszło przez myśl każdemu członkowi EXO K. Przez myśli Krisa natomiast przeszło „Nigdy więcej nie wpuszczaj Chanyeola do domu”. Postanowił zrobić z tego mentalną notkę, napisaną wielkimi, neonowymi literami i otoczoną sznurem świecących na kolorowo lampek.
  -KECZ MI NAAAAAAAAAAAAAAAAAAAŁ~! -  Chanyeol zawył po raz kolejny, tym razem kalecząc piosenkę TVXQ. Jęki rozpaczy rozniosły się po mieszkaniu, odbijając się echem od ścian.
   Na ratunek cierpiącym chłopakom przyszedł Chen, który bezceremonialnie i bez ostrzeżenia trzepnął Chanyeola w twarz, uciszając tym chłopaka. Sekundę potem wyjął stopery z uszu i schował je do kieszeni. Na policzku rudzielca pojawił się czerwony ślad po dłoni Jongdae.
  -Zamknij się wreszcie! - krzyknął Chen, rozmasowując obolałą dłoń. Chyba użył za dużo siły... - Co ty ćpałeś, człowieku?
   Chanyeol dotknął dłonią piekącego lekko policzka, a w jego wielkich oczach zaczęły pojawiać się łzy. Dolna warga niebezpiecznie zadrżała.
  -O nie.. tylko nie to... - westchnął Suho i podszedł do płaczącego przez jakąś ckliwą koreańską dramę Tao po kilka chusteczek, zastanawiając się jak maknae EXO M był w stanie cokolwiek usłyszeć przez wrzaski rapera. Długi, czarny kabel łączący telewizor z uszami chłopaka odpowiedział mu jednoznacznie na wszystkie pytania.
  -Chanyeol...? Yeollie...? - spanikował Jongdae, widząc w jakim stanie jest Park. Głośne pociągnięcie nosem utwierdziło go w przekonaniu, że chłopak zaraz się rozpłacze. Joonmyun podszedł do chłopców, dając chusteczki najmłodszemu z ich trójki. Chanyeol przyjął je z wdzięcznością, po czym wytarł w nie pełne łez oczy. I przy okazji, nos również.
  -Suho hyung...? - szepnął niepewnie Jongdae, po wcześniejszym odciągnięciu starszego od Chanyeola. Rudowłosy, czując się niekochany, podreptał do Jongina ze zwieszoną głową. - Co się stało Channiemu...?
  -...daliśmy mu za dużo słodyczy... nasz błąd, wybacz. - odpowiedział lider K, wbijając wzrok w podłogę przed nim.
  -Słodyczy....? A ja byłem prawie pewien, że on coś ćpał znowu.
   Suho pokręcił głową.
  -Zabraliśmy mu ziółka, więc przerzucił się na słodkości. I sam widzisz tego efekty... - po minie Jongdae widać było, że jednak potrzebuje jaśniejszej odpowiedzi. - Noo... ma nadmierne ADHD, huśtawki nastrojów i skłonności do naprawdę głupich pomysłów.
  -Skłonności do głupich pomysłów i ADHD to miał zawsze przecież. - stwierdził Chen, poprawiając lidera. Suho westchnął.
   Chanyeol zaszlochał cichutko gdzieś w tle, wtulając się w Jongina i wylewając wszystkie swoje żale w rękaw chłopaka.
  -Tak, ale... po słodyczach wszystko przychodzi z potrójną siłą. Naćpany Chanyeol jeszcze nigdy nie śpiewał. Rapował, beatbox'ował, próbował gotować, owszem. Ale nigdy nie śpiewał. Nie Justina Biebera bynajmniej.
  -No to nie za ciekawie z nim macie, widzę. - powiedział młodszy, kładąc dłoń na ramieniu Suho w geście zrozumienia i współczucia. - Jak to dobrze, że my nie mamy takich problemów. No, ale cóż. Twój członek, radź sobie sam~!
   Chciał dodać coś jeszcze, jednak mordercze spojrzenie zmęczonego tym wszystkim Joonmyuna skutecznie go uciszyło.
   Nagle butelka, którą trzymał Chanyeol wylądowała na ciemnej podłodze, korkiem wskazując na Baekhyuna. Rudowłosy pociągnął nosem i wytarł łzy z policzków, przenosząc wzrok z butelki na Bacona, i z powrotem. Byun podniósł jedną brew do góry, zastanawiając się o co chodzi młodszemu. Nieprzyjemne ciarki przeszły mu po plecach, gdy na ustach Chanyeola pojawił się pełen tajemnic, szeroki uśmiech. Zwiastował kłopoty i Baekhyun nie musiał długo czekać, by dowiedzieć się co go czeka.
  -Hyung, prawda czy wyzwanie? - zapytał Chanyeol, odsuwając się od Jongina, który dziękował w duchu butelce za to, że postanowiła spaść i odciągnąć zaśpiczonego Chanyeola z dala od jego rękawa. Z drugiej strony jednak, współczuł Baekhyunowi z całego serca, bo znając rudzielca, nie da mu spokoju.
   Baekhyun jęknął głośno. Wiedział, że ma kłopoty, ale żeby aż tak? 'Prawda czy wyzwanie' w wersji Chanyeola zawsze kończyło się źle, a teraz, mając do pomocy Chena, który najwyraźniej bardzo zaangażował się w tą grę, bo właśnie ustalał kto gdzie będzie siedzieć, najpewniej skończy się tragicznie. Zastanawiał się szybko, którą opcję powinien wybrać. Wyzwanie odpada – Chanyeol pewnie każe robić mu jakieś dziwne rzeczy. A prawda....
  -Wyzwanie. - wymamrotał Baekhyun, żałując tego niemal natychmiastowo. Chanyeol zamyślił się, wciąż uśmiechając się głupkowato. Po chwili żarówka nad jego głową zaświeciła się.
  -Zarapuj Two Moons EXO M. - oznajmił Park, siadając na wskazanym przez Jongdae miejscu na podłodze. Oczy Bacona rozszerzyły się do rozmiaru oczu Kyungsoo.
  -Że co?! - wrzasnął, ignorując pojękiwania Luhana, żeby się zamknął, bo jego wciąż boli głowa od ciągłego walenia nią w stół.
  -Noo... słyszałeś. Rapuj.
  -Chyba cię pogięło człowieku. Nie jestem raperem, plus, nie znam chińskiego. Wymyśl coś innego.
  -Hmm~... odmawiasz wykonania zadania, tak...? - zapytał Jongdae, tajemniczym tonem. Uśmiechał się przy tym złośliwie. Baekkie poczuł dreszcze na całym ciele. Niepewny, skinął powoli głową, nie spuszczając wzroku z Chena. - To źle~
  -Skoro tak, to musimy zadać ci karę! - krzyknął uradowany Chanyeol. Już dawno się tak nie bawił, a mając przy sobie ChenChena, był pewny, że nie będzie się nudzić.
  -Jaką... karę...? - spytał Byun, żałując, że jednak nie spróbował zarapować tej przeklętej piosenki. Jongdae wepchnął mu w ręce butelkę.
  -Zakręć nią.
  -Po co?
  -No po prostu nią zakręć! - warknął, zdenerwowany. Co takiego trudnego było w zakręceniu butelką po soczku pomarańczowym?
   Baekhyun nie kłócił się już więcej i postanowił zrobić to, co kazał mu Chen. Tak, żeby nie narażać się bardziej trollowi zespołu. Korek butelki zatrzymał się na Yixingu, który będąc w swoim własnym, jednorożcowym świecie, nie bardzo wiedział o co chodzi.
   Jongdae obrzucił wzrokiem Lay'a, po czym odezwał się.
  -Yixing ge, tak...? Wolałem kogoś innego, ale... niech już będzie. Yixing ge!! - krzyknął Chen, zwracając uwagę starszego na sobie. Ten spojrzał na chłopaka pytającym wzrokiem.
  -Tak, ChenChen?
  -Wypadło na ciebie.
  -...huh....?
  -Butelka. Zatrzymała się na tobie, więc musisz pomóc Baekhyunowi w jego karze.
  -Jakiej karze? - zapytał niewinnie Yixing, przechylając lekko głowę w bok.
  -Nic trudnego, poradzisz sobie. Musisz tylko wypić z nim colę z jednej butelki. - powiedział Koreańczyk, spokojnym głosem. Jego totalnym przeciwieństwem był Baekhyun, który właśnie wrzeszczał na całe mieszkanie, wyzywając Chena na czym świat stoi.
   W stronę Byuna poleciała poduszka, której uderzenie sprawiło, że głowa chłopaka spotkała się ze ścianą za nim, skutecznie go uciszając. Tryumfalny okrzyk opuścił usta zadowolonego z siebie Minseoka, a towarzyszył mu opętańczy śmiech chłopaków. Bacon wydął usta i nadąsał się.
  -Jesteście wredni, wiecie? - rzucił, rozmasowując obolałą głowę, po czym przytulił się do poduszki, którą oberwał.
  -Wiemy. - powiedział Chen, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. - Ale teraz czas na twoją karę. Usiądź przed Yixingiem.
   Baekhyun nie miał zamiaru już więcej się sprzeczać, więc zrobił tak, jak kazał mu kolega. Lay pomachał Baconowi z uśmiechem, gdy ten usiadł po turecku naprzeciwko niego. Najwyraźniej ciągle był w swoim świecie, kompletnie nie przejmując się tym, co ma się zaraz stać.
   Jongdae podał im butelkę z colą i dwoma, sklejonymi ze sobą słomkami. Baekhyun skrzywił się na jej widok, a Yixing wciąż bujał w obłokach. Happy Virus zachichotał cicho.
  -No, to pijcie. - nakazał im Trolldae, czując rozpierającą go dumę ze swojego pomysłu. Chanyeol chyba podzielał jego zdanie, bo wbijał zaciekawiony wzrok w skulonego współlokatora, klepiąc co chwilę Chena po plecach.
   Baekhyun westchnął głośno i przeciągle, i już miał coś powiedzieć, gdy nagle Yixing wyrwał mu butelkę z ręki, wsadził jedną ze słomek do ust Byuna, drugą do swoich i posłał mu znaczący wzrok, mówiący, żeby zaczął pić. Baekkie, chcąc mieć już to wszystko za sobą, posłuchał Chińczyka i wciągnął przez różową słomeczkę trochę zimnego napoju. Wszystko szło idealnie, dopóki nie spojrzał w oczy Yixinga.
   Nie wiedział co się stało. Nie wiedział czemu to zrobił. Ale po prostu to zrobił.
  -AHHH! Ej no! Kontroluj się, Baekhyun! - krzyknął Lay, wycierając mokrą od coli i śliny młodszego twarz.
   Baekhyun natomiast kaszlał i dusił się, a jego policzki przybrały czerwony kolor. Chanyeol zaczął krztusić się powietrzem ze śmiechu.

niedziela, 30 grudnia 2012

"Trolling with Chen" - 1

Oto fic, na którego pomysł wpadłam jedząc rybkę na wigilii. Nie wiem, jakim cudem to powstało, ale... niech już będzie. Kocham pisać debilizmy. (Co nie znaczy, że mi wychodzą xDDD).
Za błędy przepraszam. A na pewno jakieś są, ja po prostu jestem zbyt ułomna, żeby je znaleźć xD
No i.... chyba jako takiego romansu nie będzie. Zero yaoi, zero niczego. Czysta przyjaźń i trolling. xD I moja własna głupota xD
Zapraszam do czytania.

Tytuł: Trolling with Chen
Rozdział: pierwszy
Gatunek: komedia, crackfic i nie wiem. Wyjdzie z czasem. Albo i nie.
Fandom: EXO


* * *


Kris Wu Fan YiFan Li Jiaheng Kevin Duizhang (czy jakkolwiek brzmi jego imię) miał dość. Był na skraju wykończenia psychicznego i to wszystko przez jedną, konkretną osobę.
A ów osoba nazywała się Kim Jongdae. Trollmaster z EXO M.
Co takiego zrobił tym razem? No cóż.... przekonajcie się sami.

Około dwanaście godzin wcześniej...

Chen wparował do salonu, strasząc tym samym siedzącego przy drzwiach Tao. Jego usta zdobił szeroki, tajemniczy uśmiech. Uśmiech, który przeważnie zwiastował katastrofę.
Jongdae obrzucił wzrokiem każdego, znajdującego się w salonie chłopaka, po czym uśmiechnął się szerzej (o ile było to jeszcze możliwe). Nikt nie wiedział, co chodzi po głowie Koreańczyka, ale każdy był pewien, że cokolwiek to jest, nie skończy się dobrze. Szczególnie, jeśli weźmie się pod uwagę ostatnią akcję Chen'a, zaczynającą się dokładnie tak samo jak dzisiaj. Biedny Lay do końca życia będzie miał traumę po tym, co mu zrobił.
Gdy wzrok Trolldae zatrzymał się na Luhanie, ten zatrząsł się lekko, czując przechodzące po plecach ciarki.
-Luhan ge... pobawmy się! - zawołał radośnie w idealnym chińskim, siadając naprzeciwko Chińczyka. W oczach Jelonka pojawił się strach przed nieobliczalnym przyjacielem.
-A w co chcesz się bawić...? - spytał niepewnie, odsuwając się ostrożnie od Jongdae. Jeszcze nigdy w życiu tak bardzo nie cieszył się z siedzenia na podłodze jak teraz. Na niej przynajmniej miał jakąś drogę ucieczki w tył. Nie to, co w fotelu.
Śmietankowy krem na ciastku, które trzymał w ręku ubrudził lekko palce chłopaka, jednak teraz to był najmniejszy z jego problemów. Główny z nich zbliżał się do niego coraz szybciej, z szerszym i bardziej niebezpiecznym uśmiechem na ustach. Czasem Luhan zastanawiał się, jakim cudem Chen potrafi tak szeroko się uśmiechać. Zupełnie, jakby był Kotem z Cheshire z Alicji w Krainie Czarów...
Wysoki pisk Tao (W ogóle, to czemu on piszczał?) wyrwał go z zamyślenia. Nim zdążył cokolwiek zarejestrować, Koreańczyk siedział na nim okrakiem, i gdy tylko wzrok Luhana spoczął na szatynie, ten klasnął w dłonie, kilka milimetrów przed twarzą Jelonka. Skutkami tego był przerażony wrzask Lu oraz czarna koszulka gotowa do prania.
Głośny, melodyjny śmiech Chen'a rozniósł się echem po całym mieszkaniu. Luhanowi jednak nie było do śmiechu. Z cichutkim, ledwo słyszalnym „...moje ciacho....” zrzucił z siebie płaczącego ze śmiechu Jongdae i ugryzł go w ramię. Dość mocno.
-Auauauaua!! Luhan gege! To boli! Boli!
-To jest zemsta za moje ciasteczko. - odpowiedział oschle, wbijając w Trolldae swój najgroźniejszy, zabójczy wzrok. Chłopak przełknął nerwowo ślinę, rozmasowując obolałe ramię, gdzie widniały ślady po wbitych zębach. - Lay, bądź pewny, że Chen nie dostanie żadnego ciastka, dobrze? Daj jego porcję Tao, albo Xiuminowi.
Yixing, zbyt zdezorientowany sytuacją, która właśnie miała miejsce przed jego oczami, skinął tylko głową. Tak naprawdę, to nawet nie wiedział, co Luhan do niego powiedział. Ale... to Yixing. Nikogo nie powinno to dziwić, nie?
Jongdae przeklął pod nosem, na wieść o tym, że nie dostanie żadnego z tych pysznych ciastek, które upiekł Lay. Tao i Minseok natomiast.... można powiedzieć, że cieszyli się jak dzieci. Kris westchnął tylko. Głośno i przeciągle.

Atmosfera przy obiedzie była napięta. Luhan non stop posyłał w stronę Jongdae wzrok mordercy, a wokół niego unosiła się gęsta, rządna krwi Koreańczyka aura. Chen, zdający się w ogóle nie zauważać morderczych zamiarów przyjaciela, zajadał swój posiłek, nucąc cichutko pod nosem jakąś wesołą melodyjkę.
W oczach Luhana malowała się złość i chęć popełnienia morderstwa. Powód miał.... trochę dziwny, ale to było jego ciastko. Ciastko, które wysępił od Lay'a po długich i ciężkich negocjacjach z chłopakiem. Naprawdę długich. Ciacho dostał dopiero po ośmiu nieudanych aegyo, pięciu skradaniach (również nieudanych) i trzech poduszkach na twarzy, którymi Yixing w niego rzucał. Skąd wzięły się poduszki w kuchni? Luhan nie wiedział. Ale przestał się zastanawiać, gdy w swoje łapki dostał to, po co przyszedł. Słodkie, czekoladowe ciacho z kremem.
Niewiele brakowało, żeby rzucił się na Jongdae i udusił go za to, jak potraktował jego ciastko. Powstrzymał go od tego nagły, dziwny dźwięk dochodzący z kieszeni Krisa...
Everybody now behold, something you ain't seen before It's going down. Yes, tonight is what you waited for! Roll like a buffalo. Whoops, they already know! I hope you noticed that 'cause it's too cool to ignore-
-Tak? - powiedział Kris, odbierając telefon. Reszta zaczęła szeptać między sobą – oprócz Luhana, który wciąż strzelał focha na Chena oraz Tao, który bardziej zainteresowany był maltretowaniem marchewki na swoim talerzu – o tym, jaki to ich lider ma nienormalny dzwonek.
Wu Fan, gdy tylko usłyszał z kim rozmawia, westchnął głośno i ciężko (oczywiście w myślach, żeby nie urazić rozmówcy). Rozmowy z Chanyeolem nie należały do najprzyjemniejszych, bo Koreańczyk bardzo często nawijał o niczym tak szybko, że nie dało się go zrozumieć, i do tego głośny, niski głos Parka zaraz przy głośniku ranił uszy Krisa.
Lider, nie za bardzo ogarniając o co chodzi młodszemu, potakiwał jedynie co chwilę, jedząc, a raczej próbując jeść resztki swojego obiadu. Jednak, po usłyszeniu jednego zdania, omal się nie udławił którymś z warzyw.
-...więc spodziewajcie się nas tam za niedługo!
-ŻE CO?! - krzyknął Yifan, po wcześniejszym ogarnięciu się.
-Oj, Krease.... nie słuchałeś mnie? Powiedziałem przecież, że nasz manager nas do was podrzuci, bo jesteśmy w okolicy i nie mamy co robić. Więc spodziewaj się nas!
Zanim duizhang zdołał jakkolwiek odpowiedzieć, Chanyeol rozłączył się, zostawiając go tak zdezorientowanego, że nawet nie zauważył, jak Tao zamienił ich talerze.
-Kris? Stało się coś? - zapytał Lay, patrząc na starszego ze zmartwieniem w oczach. Blondyn wydukał tylko, że za niedługo będą mieć gości, i że idzie do siebie doprowadzić się do porządku. Gdy tylko zniknął za drzwiami kuchni, pozostali popatrzeli po sobie, wiedząc, że zapowiadają się ciężkie czasy. Chen natomiast zaczął układać w myślach kolejny plan na strollowanie kogoś. 

sobota, 22 grudnia 2012

[oneshot] "Czarne pióra"


Krótkie, nie do ogarnięcia i nie poprawione. Napisałam to przed chwilą, bolą mnie oczy i naprawdę nie chce mi się sprawdzać błędów i tego poprawiać. Wybaczcie. Może kiedyś to zrobię. Ale nie dzisiaj.
[EDIT] Traktujcie to jako szkic. Jutro powinnam wstawić normalną, poprawioną wersję. I może będzie dłuższe. Kto wie? xD

Tytuł: "Czarne pióra"
Bohaterowie: Luhan i Kai
gatunek: angst...?
fandom: EXO



* * *

Leżał na ziemi. Wszystko go bolało, całe ciało krwawiło, a rękę wykręconą miał w inną stronę. Samochód, który w niego uderzył leżał w rowie, stłuczony po wcześniejszym spotkaniu z Luhanem, a potem z drzewem. Mężczyzna, który kierował pojazdem uciekł, zostawiając auto i rannego chłopaka, nie wzywając żadnej pomocy. Luhan nie widział jego twarzy. Nie był w stanie. Obraz miał rozmazany, a z każdą chwilą robiło mu się ciemno przed oczami. Z trudem oddychał. Podejrzewał, że przy uderzeniu połamało mu się kilka żeber, i teraz przebijają płuca chłopaka, nie pozwalając blondynowi oddychać. Ból, jaki odczuwał był nie do wytrzymania. Modlił się, aby stracił przytomność, albo jak najszybciej się wykrwawił, by nie musieć już cierpieć.
Zastanawiał się, czym zasłużył sobie na tak wczesną i bolesną śmierć. Przez całe życie był radosnym chłopakiem, chętnie udzielającym pomocy tym, którzy jej potrzebowali, często stawiając dobro innych ponad swoje. Na jego twarzy zawsze widniał uśmiech i zobaczenie blondyna bez niego było równoznaczne z tym, że stało się coś naprawdę strasznego. A mimo tego, Bóg i tak się nim znudził i postanowił odebrać mu życie, chcąc odzyskać duszę, którą ponad 20 lat temu powierzył Luhanowi. Co za ironia losu. Gdyby chłopak nie był jedną nogą w grobie, zaśmiał by się gorzko.
Nagle zauważył czyjąś postać, stojącą obok niego. Nie widział dokładnie, wszystko było rozmazane, jednak wciąż poznawał kształty. A zarys przedmiotu w prawej dłoni postaci wskazywała na to, że Luhan albo ma zwidy, albo ma przed sobą najprawdziwszą śmierć. Nareszcie..., przeszło mu przez myśl. Cieszył się. Zaprzeczał sam sobie, wiedział. Ale gdy spotkanie śmierci oznaczało, że nie będzie musiał już cierpieć, ogarniało go szczęście.
Postać uklęknęła przy blondynie, odkładając czarną kosę na ziemię. Wpatrywała się w Luhana przez kilka sekund, po czym przemówiła spokojnym, męskim głosem:
-Nazywam się Kai, jestem tu po twoją duszę.
W odpowiedzi Luhan mógł tylko mrugać, jednak i na to zaczynało brakować mu sił. Powoli zamykał oczy. Weź ją sobie., powiedział Luhan, w myślach, wiedząc, że Żniwiarz i tak go nie usłyszał.
Jednak Kai usłyszał. Głośno i wyraźnie, chociaż głos blondyna był słaby i ochrypnięty. Był Aniołem Śmierci. Był zdolny do czytania w myślach swoich ofiar, jak i do widzenia ich imienia oraz czasu, jaki pozostał im do śmierci. Luhan... miał go naprawdę niewiele. Zaledwie kilka minut zanim kompletnie się wykrwawi i umrze. Kai przejechał palcami po kałuży krwi, która utworzyła się wokół bezwładnego ciała Chińczyka. Miała taki piękny, szkarłatny kolor...
-Jesteś pewny, że chcesz umrzeć? - zapytał anioł, wstając, łapiąc wcześniej kosę do ręki. Brudne od krwi palce wytarł w materiał swojego ubrania, pozostawiając na nim czerwone ślady.
A mam inny wybór?
Kai uśmiechnął się złośliwie.
-Nie. - powiedział i uniósł kosę nad głowę. Jej ostrze zalśniło niebezpiecznie. - Pożegnałeś się już ze światem?
Luhan nie odpowiedział. Brakło mu sił. Spoglądał jedynie na Kai'a spod półprzymkniętych powiek. Anioł wyglądał dostojnie. Luhan żałował jedynie, że nie może zobaczyć jego twarzy.
-Przyjmę to jako odpowiedź twierdzącą. Żegnaj, Luhanie. Twoja dusza jest teraz moja.
Zanim blondyn zdążył jakkolwiek zareagować, poczuł w klatce piersiowej rozrywający go pół ból. Ostatnim, co zobaczył było ostrze czarnej kosy wbite w miejsce, gdzie jest jego serce oraz para pięknych, czarnych jak noc skrzydeł Anioła Śmierci.

sobota, 15 grudnia 2012

[oneshot] "Zimno, ciepło"


Okej, jak obiecałam Lizz, napisałam krótkiego oneshota. Naprawdę krótkiego. 
I żeby nie było. Tu nie ma romansu, żadnego yaoi, żadnej miłości itp. Występuje tylko dwójka ludzi i ze sobą rozmawiają, więc no. TYLKO rozmawiają. xD
Więc zapraszam do czytania i za wszelkie błędy przepraszam.


Tytuł: "Zimno, ciepło"
Bohaterowie: Sehun i Suho
gatunek: fluff...? i zero jakiegokolwiek romansu.
fandom: EXO

* * *

   Była późna noc. W dormie EXO-K panowała błoga cisza, przerywana jedynie spokojnymi oddechami chłopaków i od czasu do czasu chrapaniem Baekhyuna. Jedynym, który nie spał był Joonmyun, który leżąc pod kołdrą, trząsł się z zimna. Opatulając się szczelniej pościelą, odwrócił się przodem do śpiącego po drugiej stronie pokoju maknae.
  -Sehun-ah... - wyszeptał, nie łudząc się, że otrzyma odpowiedź od młodszego. Jednak o mało nie dostał zawału, gdy usłyszał głośny, aczkolwiek trochę zaspany głos Sehuna.
  -Tak, hyung?
  -Śpisz? - spytał, jednak od razu tego pożałował. To było oczywiste, że nie śpi, skoro z nim rozmawia.
  -A jak myślisz? - odpowiedział z nutką ironii. Suho usłyszał szelest pościeli na drugim łóżku i po chwili mógł spojrzeć Sehunowi prosto w oczy. Nagle chłopak przemówił: - A tak na serio, to o co chodzi?
   W pokoju zapadła cisza. Joonmyun myślał szybko, co odpowiedzieć maknae. Gdy wcześniej się odezwał, nie spodziewał się, że Sehun go usłyszy. No i co miał mu teraz powiedzieć? Bo na pewno nie prawdę.
   Zadrżał z zimna po raz kolejny i odruchowo skulił się. Było mu tak zimno...
  -No więc? - ponaglił go Sehun. Lekko denerwował go fakt, że lider najpierw go budzi, a potem nie chce nic powiedzieć, przez co oboje tracili cenny sen. A przecież mieli jutro (a może nawet już dzisiaj) wcześniej wstać.
   Starszy westchnął głośno i przeciągle, poddając się. Z maknae i tak by nie wygrał, więc postanowił powiedzieć prawdę, nie ważne jak żenująca by była.
  -No bo... - zaczął niepewnie, układając w myślach wszystko, co chciał powiedzieć w jedną, w miarę ładną całość. - Czy... czy mógłbyś zamknąć okno, proszę?
  -Ale hyung.... jest dwadzieścia stopni ciepła.... to okno to jedyne źródło jakiejkolwiek cyrkulacji ciepłego i zimnego powietrza. Po co ty chcesz je zamknąć? - jęknął Sehun, odwracając się na plecy. Nie mógł patrzeć na opatulonego w kokon z kołdry lidera. Na sam tego widok było mu jeszcze bardziej gorąco niż teraz.
  -Bo mi zimno. Sehun-ah, proszę.
  -Ugh... Ale jak może ci być zimno w taki upał? - spytał maknae niedowierzająco. Suho wychylił głowę spod kołdry i po krótkim zastanowieniu odezwał się cicho.
  -Wiesz... boję się zimna. Jak byłem małym dzieckiem wpadłem do stawu. Był środek zimy, woda była lodowata. Podobno ledwo mnie odratowali. Tak mi powiedziała mama, ja sam nic z tego nie pamiętam. Ale może to i dobrze... Więc możesz to nazwać traumą z dzieciństwa. - zaśmiał się gorzko. - Nie mów o tym nikomu, dobrze? Nie chcę, żeby ktokolwiek inny o tym wiedział.
   Sehun skinął głową na znak, że zrozumiał, jednak orientując się, że starszy nie widział tego przez panującą w pokoju ciemność, odpowiedział mu głośnym „dobrze.”. Joonmyun podziękował chłopcu, i jeszcze raz spytał, czy mógłby zamknąć okno. Młodszy nic nie odpowiedział, ale po chwili Suho usłyszał skrzypienie łóżka, tupanie i dźwięk zamykanego okna.
  -Ale jak zacznie mi być niewyobrażalnie gorąco, to je otworzę z powrotem, bez ostrzeżenia. - powiedział Sehun, a w jego głosie Suho wyczuł uśmiech. Ciepły, szczery, prosto z serca.
  -Dziękuję, Sehunnie. - odpowiedział. - Słodkich snów.
  -Mmm. Słodkich snów, hyung.