Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kpop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kpop. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 września 2013

Jimin/Suga (BTS) - "Insomnia"

Tytuł: "Insomnia"
Gatunek: fluff
Pairing: Jimin/Suga (jakby)
Fandom: BTS/Bangtan Boys

(za wszelkie błędy przepraszam)


* * *

  -Hyung....

   Yoongi usłyszał czyjś cichy głos niedaleko swojego łóżka i ledwo powstrzymał cisnące się na jego usta westchnienie. Kim jest chłopak stojący przed jego królestwem, że ośmiela się zabierać mu jego bezcenny sen zaraz po tym, jak o pierwszej trzydzieści w nocy wrócili do mieszkania, wycieńczeni po całym dniu prób i nagrań?

  -Yoongi hyung...

   Tym razem westchnął przeciągle, uchylając jedno oko na tyle, by ocenić, czy na zewnątrz jest już jasno, czy nie. Na jego nieszczęście, nie było.

  -Yah, Park Jimin. Mam nadzieję, że masz jakiś ważny powód do budzenia mnie w środku nocy, bo jeśli tak nie jest, to cię skrzywdzę. - warknął Yoongi, nawet nie patrząc na drżącego z zimna chłopaka. Jimin przestąpywał z nogi na nogę, żałując, że przyszedł ze swoim małym problemem tutaj, a nie do Taehyunga. On na pewno by mu nie groził. TaeTae nikomu nie grozi.

   Chociaż biorąc pod uwagę fakt, że z pokoju V i Jina wydobywały się dziwne dźwięki... pójście tam również nie byłoby dobrym pomysłem.

  -Jiminnie. - głos starszego wyrwał go z zamyślenia i dopiero wtedy zorientował się, że przez cały ten czas siedział cicho, prawdopodobnie jeszcze bardziej narażając się na gniew niewyspanego Sugi. Wbił wzrok w podłogę przed swoimi bosymi stopami, niepewny co robić. W końcu jednak zebrał się na odwagę i ledwo słyszalnie spytał:

  -Hyung, mogę dzisiaj z tobą spać?

   Po tych słowach Yoongi zakrztusił się powietrzem, a na jego policzki wpełzł delikatny rumieniec, którego najstarszy z maknae line na szczęście nie mógł dostrzec przez panującą w pokoju ciemność.

  -Że co?! - wykrztusił Yoongi, patrząc na Jimina z niedowierzaniem wypisanym na twarzy. Młodszy zaczął kołysać się na piętach w przód i w tył, nerwowo bawiąc się końcem szarej koszulki, w której spał.

  -Ja wiem, że nie jesteś fanem robienia takich rzeczy z innym chłopakiem hyung, ale naprawdę tego potrzebuję żeby zasnąć, a Taehyung jest... zajęty Jinem hyungiem, więc mi nie pomoże. Jungkookkie i Hoseok hyung odesłaliby mnie z kwitkiem, a Namjoon hyung jest jaki jest, więc... tylko ty mi zostałeś. - wydusił, wciąż bojąc się spojrzeć Yoongiemu w oczy.

   Zaczął się zastanawiać, czy to na pewno był dobry pomysł, by przyjść tutaj, do Sugi. W końcu, to on najczęściej mu dokuczał (nawet jeśli były to tylko żarty). A teraz Jimin był pewny, że jego hyung będzie dokuczał mu jeszcze bardziej. Bo w końcu, który normalny dziewiętnastoletni chłopak potrzebuje czyjejś bliskości, by zasnął?

   Yoongi natomiast siedział na łóżku z szeroko otwartymi oczami, zbyt skołowany, bo coś powiedzieć. Jimin miał problemy ze snem? Od kiedy? Dlaczego? I czemu on o niczym nie wiedział? Poza tym...

   ...Taehyung i Jin...?

   To była ostatnia rzecz, jaką kiedykolwiek chciał usłyszeć.

   Z cichym, lekko zirytowanym westchnieniem przysunął się bliżej ściany i podniósł kawałek kołdry do góry. Jimin tylko stał w miejscu, patrząc na starszego zdziwionym wzrokiem. Yoongi wywrócił oczami.

  -No właź. - rzucił Yoongi, unosząc kołdrę troszkę wyżej. - W przeciwieństwie do ciebie chcę się wyspać, więc zrób mi tą przysługę i właź. Tracę ciepło.

   Dosłownie minutę zajęło mózgowi Jimina przetworzenie tego, co powiedział Suga. Ale gdy już do niego to dotarło, na twarz chłopca wpłynął wielki, radosny uśmiech i po chwili leżał na łóżku, twarzą do Yoongi'ego.

  -Dziękuję, hyung. - powiedział, posyłając starszemu ciepły uśmiech. Suga odwzajemnił gest, po czym objął Jimina ramieniem, przyciągając go bliżej siebie. Chłopak spojrzał na niego zdezorientowany. - Hyung?

  -Idź spać, Park Jimin. - odpowiedział tylko, zamykając oczy. Wtulił twarz w szyję chłopca, wdychając zapach cytrynowego żelu pod prysznic młodszego.

  -Ale... ale hyung? Nie jest ci niewygodnie...?

   Yoongi uśmiechnął się i potrząsnął delikatnie głową na "nie".

  -Jest dobrze, Jiminnie. Jesteś ciepły. - wyszeptał, przytulając się mocniej do młodszego. - Chyba, że tobie jest niewygodnie.

   Jimin niemal natychmiast zaprzeczył, a jego ręka powędrowała na plecy Yoongi'ego.

  -Jest dobrze, hyung. Dziękuję.

   Naprawdę było dobrze. Ciepły oddech Sugi na jego szyi i delikatne bicie serca starszego działały kojąco na Jimina, sprawiając że cały jego problem z zaśnięciem przestawał istnieć. Uśmiechnął się delikatnie, odpływając do krainy snów.

  -Dobranoc, Yoongi hyung.

  -Dobranoc, Jiminnie.

czwartek, 22 listopada 2012

EXO ff - "To zrobimy to inaczej"

Nie mam co pisać, więc wrzucam... uwaga, uwaga..... mojego pierwszego ff z EXO! Nie spodziewaliście się, co? xD Ja wiem, że napisałam już kilka (dokładnie siedem, ale się nie przyznam xD) opowiadań o tymże zespole, ale to akurat było moim pierwszym skończonym. Z tego co mówi mój komputer zostało stworzone w sierpniu, ale ja bym w to nie wierzyła, skoro kilka dni temu samoczynnie przestawiła się w nim data z listopada na grudzień... >.< Tak więc prawdopodobnie, jest to opowiadanie z lipca. Stare trochę, ale nie chciałam się do niego przyznawać. Serio, nie podoba mi się. Jednak, to co robi nuda z człowieka jest przerażające. Ale nie przedłużając.


Pairing: Xiumin/Chen
Dodatkowo występują: EXO-M
Uwagi: za wszelkie błędy przepraszam, nie poprawiałam tego ani razu więc pewnie jakieś będą. I raczej będzie ich dużo. >.<

...nie wierzę, że to robię....



XiuChen - "To zrobimy to inaczej"

   Kris westchnął przeciągle, schodząc po schodach do kuchni. Nienawidził tego dnia. Oh, jak on go nienawidził. A przecież zaczął się dopiero trzydzieści minut temu. Wchodząc do kuchni, zauważył Xiumina kończącego właśnie swoje śniadanie oraz Lay'a pijącego zieloną herbatę.
  -I jak? - zapytał Xiumin, odrywając się od jedzenia i wbijając wzrok w lidera. Lay zrobił to samo.
  -Nawet nie pytaj. To było najgorsze pięć minut w całym moim życiu. - jęknął Kris, opadając na pobliskie krzesło. - Ten facet jest niemożliwy....
  -Przesadzasz. Na pewno nie było aż tak źle! - stwierdził Lay, dopijając herbatę. Lider spojrzał na nim wzrokiem wściekłego chomika bojowego.
  -To sam tam idź. Zobaczymy ile wytrzymasz, panie Zhang. - Lay drgnął. Tak poważnego tonu ze strony starszego się nie spodziewał. To utwierdziło go w przekonaniu, że było gorzej niż źle. Było tragicznie.
  -Ja pójdę. - zgłosił się Xiumin. - Myślę, że ze mną będzie chciał porozmawiał. Bariera językowa nas przecież nie obowiązuje.
  -Idź, trzymamy kciuki. - powiedział Lay, uśmiechając się. - Przyjdź tutaj później. Ugotuję coś dla niego.
   Minseok skinął głową i wyszedł z kuchni, kierując się do pokoju Krisa i Chen'a.
  -No to ja idę spać dalej. Lay, mogę użyć twojego łóżka? Do mojego pokoju nawet nie chcę wracać. Proszę? - spytał lider, podnosząc się z miejsca.
  -Nie ma mowy. Idziesz obudzić Luhana i Tao. Z nimi jakoś sobie poradzisz, czyż nie? - rzucił Yixing, zbierając naczynia i wkładając je do zlewu. Niby miał je umyć Xiumin, ale tym razem może zrobić wyjątek.
  -Ugh... Ale mi się chce spać... - mruknął starszy.
  -Trudno. Idź ich obudź, a ja ci w tym czasie zrobię kawę.
   Z głośnym westchnieniem Kris wyszedł z kuchni, pokonany. Lay uśmiechnął się tryumfalnie, a słodki dołeczek na jego prawym policzku ujrzał światło dzienne.
*
   Xiumin stanął przed drzwiami do pokoju i zapukał delikatnie. Gdy nie otrzymał odpowiedzi, zapukał drugi raz. A potem trzeci. W końcu rozległo się zirytowane „proszę!”. Niepewnie wszedł do środka, z rękami przed twarzą, na wszelki wypadek, gdyby Jongdae coś odbiło. Tak. Zdecydowanie, był to odruch obronny. Chen był straszny jak był chory. I uwielbiał rzucać w ludzi różnymi rzeczami, by w końcu zostawili go samego.
  -Jongdae ah, jak się czujesz? - zapytał ostrożnie, podchodząc bliżej łóżka chorego. Chen spojrzał na niego zaczerwienionymi od kataru oczami.
  -W porządku. - odpowiedział łagodnym, zmęczonym głosem. Xiumin opuścił ręce.
  -Masz gorączkę?
  -Chyba... niewielką. Stan podgorączkowy.
  -Hmm... Sprawdźmy więc.
   Minseok sięgnął po termometr leżący na szafce i usiadł na skraju łóżka, pochylając się delikatnie nad przyjacielem. Włączył termometr i włożył Chen'owi do ust. Po chwili termometr zapiszczał i na ekraniku wyświetliła się temperatura chłopaka. 39.3 stopnie. Xiumin westchnął.
  -Jongdae ah, to nie jest stan podgorączkowy... Kris zdołał dać ci jakieś tabletki?
  -Nie. Próbował, ale nie chciałem. Teraz też nie chcę. - mruknął chłopak, przykrywając się szczelniej kołdrą. Nie miał ochoty brać tabletek. Z nimi, czy bez nich, i tak przeziębienie przejdzie mu dopiero za tydzień.
  -Jongdae, musisz wziąć lekarstwo. Choćby na zbicie gorączki. - chłopak pokręcił przecząco głową. - Chen!
  -Nie chcę żadnych tabletek! Kiedy to do was wszystkich dotrze, do cholery!?
   Oczy Xiumina rozszerzyły się do rozmiaru oczu Kyungsoo. Reakcja chłopaka bardzo go zdziwiła. Jongdae rzadko podnosił na kogoś głos, robił to tylko wtedy, gdy miał jakiś poważny problem. A obecna sytuacja nie wyglądała Xiuminowi na tak poważną.
  -Ah, hyung, przepraszam... nie chciałem na ciebie krzyczeć. - powiedział Chen, widząc zraniony wzrok starszego chłopaka. Xiumin potrząsnął głową.
  -Nie, to nie twoja wina Jongdae ah. To ja nie powinienem tak naciskać. Ale to nie zmienia faktu, że tak wysoką gorączkę trzeba zbić.
  -Ale hyung... to samo przejdzie... - jęknął, a Minseok wywrócił oczami.
  -To skoro nie chcesz wziąć tabletek po dobroci, to zrobimy to inaczej.
  -Xiumin hyung? Co ty chcesz zrobić...? - Chen spytał niepewnie, obserwując, jak straszy wkłada sobie tabletkę do ust.
  -To. - rzucił, pochylając się nad Jongdae i zamykając ich usta w delikatnym pocałunku. Chen, zaskoczony nagłym czynem przyjaciela rozwarł lekko wargi, dając tym samym Xiuminowi szansę na wepchnięcie mu do gardła tabletki na zbicie gorączki. Gdy tylko lekarstwo zmieniło właściciela, odsunął się od Chena, pozwalając chłopakowi je połknąć. Na usta Minseoka wpłynął zwycięski uśmiech.
  -No, to skoro już wziąłeś lekarstwo, to połóż się, przykryj kołderką i prześpij się. Przyjdę do ciebie później z czymś do jedzenia. Dobranoc~! - krzyknął radośnie Xiumin i wyszedł z pokoju, zostawiając czerwonego Chena samego.
*
  -Ahh.... Xiumin ge, jesteś niemożliwy... jakim cudem się zaraziłeś? - jęknął Lay, sprawdzając temperaturę Koreańczykowi.
  -Hahaha~!
  -Gege, to nie jest śmieszne!
  -Wybacz! - zakaszlał cicho. - Ale teraz będę wiedział, żeby nie całować chorych ludzi~!
  -Że co...?
   Lay przekręcił głowę na bok, zdezorientowany. Xiumin tylko się uśmiechnął, a przechodzący korytarzem Chen zachłysnął się wodą, strzelając buraka.


niedziela, 18 listopada 2012

SJ ff - Skarpety

Bo nie mam już co robić, więc wrzucam moje staaaare opowiadanie z Super Junior.
Uwagi autora: nie ma sensu, jest dziwne, krótkie i za żadne urazy na tle psychicznym czy fizycznym spowodowane tym opowiadaniem nie odpowiadam. Za wszelkie błędy przepraszam.
Występują: Hangeng, Henry, Donghae, jakby Yesung i jeszcze bardziej jakby Zhou Mi.

* * *

  -Hangeng gege!!
   Głos Henry'ego rozniósł się po mieszkaniu, wyrywają siedzącego w kuchni Hangenga z zamyślenia. Sekundę później usłyszał tupanie i człowiek-wiewiór pojawił się w kuchni, trzymając w rękach trzy pary skarpetek w bliżej nieokreślonym kolorze.
  -Tak? - Hangeng zapytał spokojnie, biorąc łyk gorącej, czerwonej herbaty.
  -Kto dzisiaj robił pranie?
  -Zhou Mi, a co się stało? - chłopak prawie oblał się herbatą, gdy Henry podstawił mu pod twarz swoje skarpetki.
  -To kiedyś było białe! - zawył chiński Kanadyjczyk, machając garderobą. - A teraz nawet nie wiadomo jaki to kolor!
   Hangeng wziął jedną za skarpetek chłopaka i przyjrzał się jej uważnie. Była różowa w białe króliki.
  -Henry.... nosisz skarpetki w króliki?
  -Nie! Nie wiem jak Zhou Mi ge to zrobił, ale z białych, gładkich skarpetek zrobił różowe w króliki. W cholerne króliki! Zrozumiałbym, gdyby to były wiewiórki, czy coś, no ale króliki?!
  -Bo to nie Zhou Mi. - wtrącił nagle Donghae, wchodząc do kuchni. Chińczycy spojrzeli na niego dziwnie.
  -No to kto robił to cholerne pranie?!
  -Klon Mimi'ego wysłany przez kosmitów, by przejąć nasz świat! - powiedział dumnie Koreańczyk, ignorując głośne westchnienie Hangenga.
  -To... - Henry zaczął niepewnie. - ...to Zhou Mi gege został porwany przez kosmitów?!
   Wiewiór złapał się za głowę, wytrzeszczając oczy. Donghae z poważnym wyrazem twarzy pokiwał głową. Najstarszy z tej trójki westchnął ciężko.
  -Henry, kosmici nie istnieją...
  -Naprawdę? - zapytał delikatnie. Hangeng rzucił coś w stylu „Mhm...” i znów upił łyk, teraz już letniej herbaty.
  -Nie, no co ty! A Yesung!? Widziałeś jego proporcje ciała? Ta wielka głowa, małe rączki i małe ciałko? To nie jest normalne! - rzucił zirytowany Donghae, nadymając policzki.
  -Słyszałem to! - z salonu dobiegł ich zdenerwowany krzyk Yesunga. Lee, obawiając się o własne życie, jak najszybciej wybiegł z kuchni i zamknął się w swoim pokoju. Hangeng pokręcił głową w geście rezygnacji, wziął skarpetki Henry'ego i bez słowa poszedł do łazienki z zamiarem wyprania ich ponownie, tym razem w wybielaczu.

wtorek, 4 września 2012

Yumi and Ichigo's Fan Arts

Ta notka miała się pojawić wczoraj, jeśli się nie mylę. Ale niestety nie miałam czasu. I nie, nie byłam zajęta szkołą. Oglądałam anime... (i pozwólcie, iż pominę fakt, że oglądając Fairy Tail wpadł mi do głowy kolejny pomysł na fanficka... z k-popu >.<).

No, ale przechodząc do właściwego tematu, cały ten post poświęcony jest dziełom moich przyjaciółek. Ichigo i Yumi. Są to szybkie, bardzo szybkie w niektórych wypadkach, rysunki. Biorąc pod uwagę fakt, że jakieś 97% tych rysunków to Koreańczycy, to można powiedzieć, że są to fanarty. Bardzo zacne fanarty xD
Prawa autorskie są oczywiście. Obydwu autorek. Także, nie trzeba się martwić. Dostałam pełną zgodę na zamieszczenie tu tego.

No więc, na start. Ichigo.



Podpis brzmi: Lamorożec oraz Yixing magiczny jednorożec

Podpis: Baekhyun chowa się przed pedałami, ale ciii... on jest anonymus

Tu podpis chyba nie trzeba, nie? Powiem tyle, że to też jest Bacon. Oba rysunki powstały po zobaczeniu przez Ichigo ankiety o koreańskich idolach najbardziej lubianych przez gejów. No... powiedzmy, że nie mogła się powstrzymać xD

A to jest Siwon z SJ. Z ręcznikiem w ustach... Ten ręcznik trochę przykrótki, ale nie starczyło miejsca. Scena z jakiejś jego dramy. Niestety nie wiem z jakiej. Tu jest gif: 


I następny lamorożec.
A to jest Koń Rafał. Ale nie ten z tej bajki, czy co to to było (nie oglądałam tego nigdy), ale to jest imię tymczasowe Japończyka z jakiegoś zespołu v-kei. Żeby zachować pozory, że ten człowiek jest w miarę normalny, nie podam ani jego imienia, ani nazwy zespołu. >.<



A teraz Yumi. Ona rysowała głównie Jonghyuna z SHINee, w jednej i tej samej pozie, ale w innych stylach. Ale takim słowem wstępu, Jjongie nie stoi prosto, prawda? On praktycznie zawsze ma klatę na przodzie itp. Więc Yumi naszkicowała jego pozę na jednym ze zdjęć z SHINee World II in Seoul. I, oczywiście, to jest rysowane dla zabawy, w mniej niż minutę. Nawet nie wiecie, jaką miałyśmy przy tym radochę xD (a w tle leciało EXO MAMA i Gangnam Style... destrukcja mentalna gwarantowana xD).

Wersja pierwsza. Niecałe 30 sekund.


Wersja druga. Ok. 50 sekund.

Wersja trzecia, ostatnia. Chibi Jjongie, minuta. 


A to jest Jonghyun i Taemin. Taemin wygląda jak wygląda tylko dlatego, że Yumi za nim nie przepada. I to bardzo. Nie tylko ona zresztą >.< W każdym razie, jest to ze sceny jak się no... jak stali bardzo blisko siebie xD
W każdym razie, to jej zajęło jak się nie mylę 40-50 sekund, przez nogę Tae. Bo wyszła za gruba. >.<
A tak ogólnie... teraz dopiero zauważyłam, że Taemin nie ma dłoni... No cóż. Zdarza się xD

Oczywiście, weźmy pod uwagę, że i Yumi i Ichigo rysują zajebiście. To, co jest wyżej, rysowane było z nudów i dla zabawy. I się udało, śmiechu było przy tym dużo :D
Linki do dA: Ichigo oraz Yumi

I to by było chyba tyle na dzisiaj. Mogę jeszcze ewentualnie powiedzieć, że zaczęłam w końcu pracować nad drugim rozdziałem New World, pierwszym Exo in Wonderland, one shotami z Exo i Mblaq i kończę już drugi rozdział Alone in this Mad World. Tego ostatniego można się spodziewać najszybciej, ale to na moim drugim blogu. A co z resztą... to nie wiadomo. Wszystko zależy od szkoły i od tego, czy nowo poznana koleżanka będzie mi zaglądać w długopis, czy nie. xD
W każdym razie, ja się już żegnam. Do następnego razu.
Bye~!

piątek, 24 sierpnia 2012

"Przepraszam, zawiodłem"

Pairing: można powiedzieć, że jest ninja!HunHan i ninja!Baekyeol. I ninja!Taoris. Bo ich nie mogło zabraknąć.
Narratorem jest Lay, jego myśli zapisane są kursywą.
2371 słów. To jest mój najdłuższy one shot, jaki w życiu napisałam.
Może kiedyś go poprawię. Teraz nie mam ochoty. Pisałam go, gdy miałam zły humor. Pod wpływem emocji. jest w nim pełno błędów. No i nie potrafię opisywać walki. Ani śmierci. Niczego, praktycznie. Ale na ten moment mnie to nie obchodzi. Po prostu chciałam się wyżyć. I powstało to.

~&~

 Patrzenie jak ktoś umiera nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy. Tym bardziej jeśli jest to twój najlepszy przyjaciel, który umiera na twoich rękach i błaga, żeby mu pomógł, a ty nie możesz nic zrobić. Coś takiego zdarzyło mi się tylko jeden raz w życiu. O jeden raz za dużo.

Byłem przerażony. Z każdą chwilą tracił coraz więcej krwi, a ja nie potrafiłem mu pomóc. Zawiodłem jako uzdrowiciel.
-Lay... - wyszeptał cicho, wpatrując się we mnie ze łzami w oczach. - Lay... proszę... pomóż... mi... Ja... nie... chcę... umierać...
-N-nie zginiesz. Uratuję cię, obiecuję... - powiedziałem, choć nie do końca wierzyłem we własne słowa. Mój głos drżał, tak samo dłonie. Do oczu cisnęły mi się łzy.
-Lay... zginę... prawda....?
-Nie mów tak! - krzyknąłem, zabierając się za leczenie mojego przyjaciela. Nie wiedziałem, co robić, ale lepsze to, niż nic.
-Lay...
-Już nic nie mów... po prostu siedź cicho... - jęknąłem. Opadał z sił w zastraszającym tempie. Gdyby tylko.... gdyby tylko był tu Tao...
Po moich policzkach popłynęły łzy.

* * *
Kilkanaście godzin wcześniej...

Siedziałem w swoim pokoju, wysłuchując barwnych historii Chanyeol'a o tym, jak wdał się w kolejną bójkę z Krisem. Jak to zawsze w ich przypadku bywa, zaczepienie Krisa kończyło się dla Chanyeol'a kilkoma poważnymi ranami, które potem ja musiałem leczyć. Bezsensowne marnowanie mocy, jak dla mnie.
-...i wtedy Kris zrzucił mnie na ziemię, jak jakiś worek ziemniaków! Kto tak traktuje przyjaciół?! - wyżalił się, robiąc smutną minkę. Jednak ćwierć sekundy potem znów się uśmiechał, gotów by dalej rozprzestrzeniać swojego wirusa szczęścia.
-To się tyczy też ciebie. Próbowałeś spalić go żywcem. - odpowiedziałem spokojnie, kończąc naprawiać mocno poturbowaną rękę chłopaka. W chwilach takich, jak ta, zaczynam żałować, że jestem uzdrowicielem. Nie żebym nie lubił Chanyeol'a, czy coś. Kocham go jak brata, ale przez ciągłe leczenie go, szybciej tracę siły, a co za tym idzie, również zdrowie. Chodzenie przez cały dzień wyczerpanym i niezdolnym do niczego nie jest tym, o czym marzyłem.
-Oj, no bo... bo... Zejdźmy z tego tematu. - mruknął, wbijając wzrok w okno po jego lewej stronie.
-Jak dzieci... - westchnąłem, puszczając jego dłoń. Wyglądała jak nowa, jeśli nie liczyć długiej, prawie niewidocznej blizny, która prędzej, czy później i tak zniknie.
-Koniec? - kiwnąłem głową. - Dzięki Lay. Wiedziałem, że na ciebie zawsze można liczyć!
-Tak, tak, wiem. Ale mówienie ci, żebyś więcej tego nie robił jest bezcelowe, prawda? - spytałem z niewielką nadzieją, że chłopak zaprzeczy i już więcej nie rzuci się na Krisa.
W odpowiedzi, Chanyeol uśmiechnął się szerzej, jeśli to jeszcze było możliwe, po czym objął mnie najmocniej jak umiał. No i moją nadzieję szlag trafił.
-Jeszcze raz dziękuję, Lay. Jakoś się odwdzięczę! - krzyknął, odsuwając się ode mnie.
Odwdzięczyłbyś się, jakbyś dał mi spokój z leczeniem cię chociaż przez dwa dni, przemknęło mi przez myśl.
-No dobra, nie będę cię już więcej męczył. Idę do mojej „dziewczyny”! Papa! - powiedział radośnie, kreśląc powietrzny cudzysłów przy słowie dziewczyna i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samego. Od razu wiedziałem gdzie idzie. Cóż... przynajmniej Baekhyun go przypilnuje, by nie robił nic głupiego. Odetchnąłem z ulgą i rzuciłem się na łóżko, niemal natychmiast usypiając.

Obudził mnie zapach spalonego drewna. Westchnąłem ciężko, przeklinając w duchu Chanyeol'a i jego brak kontroli nad czymkolwiek. Odwróciłem się na drugi bok, próbując zignorować przykry zapach i zasnąć z powrotem. Niestety, nie było mi to dane, gdyż do drzwi do pokoju otworzyły się z głośnym trzaskiem, ukazując przerażonego Luhan'a.
-Lay!!
Wbiegł do środka i zrzucił mnie z łóżka. Spadłem na podłogę z głośnym „ugh!”. Pozbierałem się szybko i spojrzałem na niego wściekłym wzrokiem. Na Luhan'a padło światło księżyca i dopiero teraz mogłem przyjrzeć się mu bliżej. Miał potargane włosy, osmaloną i zadrapaną twarz, a ubranie przypalone i zakrwawione.
-Luhan... co ci się stało...? - zapytałem, czując jak mój głos drży. Teraz byłem pewny, że to nie sprawka Chanyeol'a.
-Nie ma czasu Lay! Kris... oni porywają Krisa!! - krzyknął, ciągnąc mnie za ramię w stronę korytarza. Natychmiast mu się wyrwałem, zmuszając go do zatrzymania się.
-Kto porywa Krisa?! Luhan, powiedz mi co się dzieje!
-Sam nie wiem! Spałem u siebie w pokoju, gdy nagle usłyszałem huk i krzyk Tao. Wyszedłem na korytarz, żeby zobaczyć co się stało i zobaczyłem Krisa, całego we krwi i leżącego pod ścianą. Wszystko wokół płonęło, a w ich pokoju stali jacyś ludzie. Byli uzbrojeni i gdy tylko mnie spostrzegli od razu wycelowali we mnie. W zabiciu mnie przeszkodził im Sehun, wytwarzając małe tornado. Od razu skontaktowałem się telepatycznie z resztą, próbując ich obudzić, ale z tobą nie mogłem nawiązać kontaktu. Dlaczego, do cholery, śpisz z zamkniętym umysłem?! - wywrzeszczał na jednym oddechu, łapiąc mnie za koszulkę. Oczy Luhan'a zaszły łzami.
-Luhan, ja nie blokowałem dostępu... nie wiem co się stało, ale ja nigdy nie zamykam umysłu. Nigdy!
-Teraz to już nie ważne! Musimy się pośpieszyć! - skinąłem szybko głową i wybiegliśmy z pokoju, kierując się w stronę sypialni Tao i Krisa.

To, co zobaczyłem przed sobą przeraziło mnie do końca. Moi przyjaciele, cali we krwi, poparzeni, na skraju wytrzymałości walczyli z ludźmi w czarnych mundurach i maskach na twarzach. Nie... to nie byli ludzie. To maszyny. Roboty bez uczuć, współczucia. Zimne, bezduszne sterty kabli i stali. Po czym poznałem? To proste. Jeden z nich nie miał rąk, z ciała wystawały mu jedynie iskrzące się kable. Mogę się założyć, że to sprawka Tao. Moją uwagę przykuł leżący po stronie robotów Kris. Był nieprzytomny i lekko krwawił z rany na głowie. Chciałem mu pomóc. Ale niby jak miałbym się do niego dostać? Cholera!!
Luhan włączył się do walki, rzucając w roboty cokolwiek miał pod ręką. A raczej, pod myślą. Czasem wspomagał D.O., nadając jego kolcom z ziemi z zewnątrz niezwykłej mocy destrukcji. Walczyli wszyscy. Każdy starał się jak mógł, by pokonać wrogów i odbić Krisa. A ja? Nie mogłem im pomóc. Moje moce są do leczenia, uzdrawiania. Nie do zadawania ran. Przynajmniej nie robotom. I nawet jeśli w dzieciństwie uczyłem się walki wręcz, to teraz, w walce przeciwko maszynom ta umiejętność na nic się nie przyda. Zacisnąłem pięści z bezsilności. Nie chciałem patrzeć, jak moi przyjaciele cierpią, jak Kris zostaje porwany, a już tym bardziej jak któryś z nich umiera. Spojrzałem na Kai'a. Tak jak Tao i ja miał umiejętność, która nie przydawała się w pojedynkach. Ale on i Tao potrafili walczyć mieczem.
-Lay, uważaj!
Usłyszałem głos Xiumina i natychmiast spojrzałem przed siebie. Zdążyłem tylko zarejestrować robota celującego we mnie z ogromnego pistoletu, i w następnej sekundzie leżałem na ziemi, przygnieciony ciałem Chanyeol'a.
-Lay, w porządku? - zapytał słabym głosem, wpatrując się we mnie jego wielkimi oczami. Poczułem jak moja koszulka przemaka czymś lepkim. Chanyeol wstał ze mnie, chwiejąc się lekko.
-Chanyeol, ty...
-Cii, to nic. - uśmiechnął się szeroko, jednak ja wiedziałem, że cierpi. To on był najbardziej ranny z całej dwunastki.
-Jak to nic? Poczekaj, zaraz cię uleczę. - powiedziałem, wstając. Wyciągnąłem rękę, by go uleczyć, ale on złapał ją i odsunął od siebie.
-Nie, musisz zachować siły na wyleczenie reszty. Mnie nic nie będzie. Jestem przecież wirusem szczęścia, prawda? Nie mogę umrzeć tak łatwo!
-Chanyeol, proszę! Mam wystarczająco dużo sił, by uzdrowić was wszystkich!
Chłopak poklepał mnie po głowie, a jego uśmiech zmniejszył się.
-Wybacz Lay, uważaj na siebie, dobrze?
-Chanyeol!
Nagle krzyk Baekhyuna rozniósł się po korytarzu, przyprawiając mnie o dreszcze. Był pełen bólu. Chanyeol zmarszczył brwi.
-Schowaj się! - krzyknął do mnie i pobiegł w stronę kaszlącego krwią Baekhyuna, atakując robota kulą ognia.
Bałem się. Ukryłem się za drzwiami do sypialni Kai'a, próbując wymyślić coś, co pomogłoby pokonać te maszyny, ale krzyki moich przyjaciół skutecznie mnie rozpraszały. Nie miałem pojęcia, kto nasłał je na nas, ale byłem przekonany, że są odporne na nasze moce. Uszkodziły je tylko ataki Tao i Kai'a, może ewentualnie D.O.. Ale to wszystko. Nikt inny nie zdołał ich zranić. I to mnie najbardziej nurtowało. Jak mamy je pokonać, skoro tylko trójka z nas ma takie umiejętności? Zadrżałem, gdy usłyszałem wrzask Suho. Myśl Lay, myśl! Co robić... Co robić?!
-Kris!!
Wyjrzałem zza drzwi, by zobaczyć co się stało. Moim oczom ukazał się przerażający widok. Kris przerzucony przez ramię najmniej uszkodzonego robota, nieprzytomny Chen leżący pod ścianą, wymiotujący krwią Baekhyun, ranny Kai chroniony przez D.O., Tao usiłujący odbić Krisa... Ale najbardziej w oczy rzucił mi się Chanyeol, absorbujący ogień z płonącego pokoju. Wiedziałem, co chce zrobić. Próbował przyzwać Feniksa; jego najpotężniejszą technikę.
Za chłopakiem powoli zaczął tworzyć się przepiękny, ognisty ptak. Rozpostarł skrzydła w dostojnej manierze, wydając przy tym miłe dla ucha dźwięki.
-Tao, odsuń się! - powiedział Chanyeol, spokojnym acz stanowczym głosem. Głosem, który nie tolerował sprzeciwu. W takich momentach Chanyeol nie przypominał siebie; wiecznie uśmiechniętego, zdolnego do jakiegokolwiek wybryku Chanyeol'a.
Tao grzecznie posłuchał, nie chcąc narażać się na oberwanie Feniksem. Wiedział, że starszy jest wściekły, a im bardziej zły jest Chanyeol, tym większą moc ma jego technika. Emocje były dla niego paliwem napędowym.
-Żryj to, pieprzona kupo żelastwa!!! - wrzasnął chłopak, a zza jego pleców wystrzelił Feniks, kierując się prosto na roboty i nieprzytomnego Krisa. Kątem oka zauważyłem, że przez twarz Tao przeszedł cień przerażenia. Wiedziałem jednak, że nie było się czego bać. Kris może być jedynie lekko poparzony, bo jakby na to nie patrzeć, Chanyeol wciąż nie kontrolował swoich mocy. Ale od czego byłem ja? Owszem, nie przydaję się w walce, ale leczyć potrafię.
Nagle wszystko wokół rozbłysło jaskrawym światłem, a jedynym dźwiękiem, jaki usłyszałem był głośny huk. Kilka sekund później światło zniknęło. Szczątki robotów walały się wszędzie po podłodze, a raczej w miejscach, które kiedyś nią były. Będziemy musieli znaleźć sobie chyba nowe mieszkanie... jak upierdliwie. Westchnąłem ciężko, jednak szeroki uśmiech zagościł na mojej twarzy, gdy tylko rozległ się zwycięski okrzyk Chanyeol'a, a zaraz po nim Xiumin'a, Baekhyun'a, D.O, i w ogóle całej reszty. Nareszcie koniec, więc mogę zabrać się za moją robotę. Rozejrzałem się, sprawdzając wzrokiem stan każdego z chłopaków. Tak jak myślałem, to Yeollie był najbardziej ranny. Ruszyłem w jego stronę.
-Chłopaki...? Gdzie jest Kris...? - zapytał nagle Tao; jego głos drżał. Przystanąłem na chwilę, szukając Krisa wśród szczątków maszyn. Chanyeol podszedł najbliżej, dokładnie sprawdzając każdy zakamarek pozostałości po pokoju. Usłyszałem szelest i dźwięk odbezpieczanej broni. Spojrzałem w stronę źródła tego dźwięku, w górę. Nad nami unosił się jeden z robotów. Przez ramię przewiesił nieprzytomnego Krisa, a w mechanicznej dłoni trzymał wielki, odbezpieczony już pistolet, który teraz wycelowany był w jednego z nas. Powędrowałem wzrokiem za możliwą trasą pocisku.
Chanyeol.
Tao zacisnął pięści na mieczu, z jego ust wydobył się złowieszczy syk. Nagle wyskoczył do góry, odbijając się od gruzu ze ścian i rzucił się na robota. Zanim zdążył go dosięgnąć, maszyna pociągnęła za spust. Rozległ się głośny huk i od tego momentu wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Pocisk przebijający Chanyeol'a na wylot, jego ciało opadające powoli na ziemię, krzyki przyjaciół, robot znikający gdzieś z Krisem i Tao.
Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Z szoku chyba zapomniałem jak się oddycha. Ogarnęło mnie przerażenie; czułem, że trzęsę się jak galaretka. Słyszałem tylko szybkie bicie swojego serca, nic więcej. Tak, jakbym nagle ogłuchnął. Ale w tym samym momencie zmysły przywrócił mi zapłakany Baekhyun.
-Lay! Lay, proszę, pomóż mu! Uratuj go! Nie pozwól mu zginąć! - krzyczał, ciągnąć mnie w stronę Chanyeol'a. Nie wiem, czy któryś z jego krzyków do mnie dotarł; byłem zbyt roztrzęsiony, by się skupić na tym, co on do mnie mówił.
W końcu znalazłem się obok Chanyeol'a. Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy była wciąż powiększająca się, spora już kałuża krwi. Potem słaby, ciężki oddech chłopaka oraz fakt, że ciągle jest przytomny. I przez to strasznie cierpi. W jego dużych oczach pojawiły się łzy. Uklęknąłem przy nim, łapiąc go za rękę. Stający za mną Baekhyun szlochał głośno, tak samo jak reszta chłopaków. Nabrałem powietrza w płuca, starając się opanować i skupić. Tak naprawdę chciałem tylko przestać drżeć. Chciałem przestać czuć strach. Przecież mu pomogę; uratuję go. Prawda...?
-Lay.... - usłyszałem cichy, ochrypnięty głos Chanyeol'a. - Proszę... pomóż mi.... ja nie chcę... umierać...
-Nie zginiesz. Nie pozwolę ci, rozumiesz?! - krzyknąłem, czując, że całą moją koncentrację szlag trafił. Zacząłem trząść się jeszcze bardziej, nie mogłem pozbierać myśli. Ogarniał mnie strach. Chanyeol bardzo szybko tracił krew, i równie szybko opadał z sił. Robił się coraz bardziej blady. Chociaż mogę się założyć, że ja jestem już biały jak kreda.
-Lay... - wychrypiał znów, patrząc na mnie załzawionymi oczami. - Zginę... prawda...?
Pokręciłem przecząco głową w odpowiedzi. Głos ugrzęzł mi w gardle i nie mogłem wydać z siebie żadnego dźwięku. Nie wiedziałem, co robić; jak mam się zabrać do leczenie młodszego. Miał tyle ran, każda poważna. Ale najgorsza była chyba ta ostatnia, w okolicy serca.
Przyłożyłem delikatnie dłoń do rany, skupiając w niej całą swoją moc. Wydobyło się z niej słabe, seledynowe światełko, podobne do mgły. Zaczęło powoli wnikać w ciało Chanyeol'a. Jednak Yeollie stracił za dużo krwi. Moja moc była niewystarczająca by mu pomóc. Ale nie chciałem się poddawać. Nie mogłem oddać mojego przyjaciela bez walki.
-Lay...
-Cii... uratuję cię, zobaczysz. - powiedziałem, choć nie wierzyłem w to do końca. Mój głos drżał, tak samo jak dłonie. Do oczu cisnęły się łzy.
-Lay... daj sobie spokój... mnie już nic... nie.... pomoże....
-Nie mów tak! Już nic nie mów... po prost siedź cicho... - jęknąłem. Chanyeol opadał z sił w zastraszającym tempie. Gdyby tylko.... gdyby tylko był tu Tao. Zatrzymałby czas Chanyeol'a, wtedy dałbym radę go uzdrowić.
-Wybacz... przepraszam... za... wszystko...
Po moich policzkach popłynęły łzy. Zawiodłem jako uzdrowiciel. Nie dotrzymałem obietnicy.... nie zdołałem mu pomóc.
-Chanyeol... Yeollie... nie rób mi tego... otwórz oczy... proszę...! - zacząłem nim trząść, choć wiedziałem, że to nic nie da. Happy Virus odszedł. Zginął. A ja nie potrafiłem mu pomóc. - Yeollie...
Od Chanyeol'a odsunął mnie Kai. Przytulił mnie mocno do siebie, pozwalając mi się wypłakać. Sam też płakał. Czułem to. Moje miejsce przy Chanyeol'u zajął Baekhyun. „Dziewczyna” chłopaka. Nawet nie chciałem sobie wyobrażać jak on musiał się czuć. Do tego dochodziła informacja, gdzie są Kris i Tao. To było za wiele jak dla mnie. Zacisnąłem pięści na potarganej i przypalonej koszulce Kai'a, wtulając się w jego klatkę piersiową. Zaniosłem się płaczem. Miałem dość. Teraz to ja chciałem zginąć. Ale wiedziałem, że sprawię tym ból osobom, którym na mnie zależy. Co ja mam teraz robić....?

"Chanyeol, wybacz mi. Nie dotrzymałem obietnicy. Nie uratowałem cię... przepraszam, że cię zawiodłem. To się już nigdy nie powtórzy. Więc proszę... błagam.... nie nienawidź mnie... Yeollie..."

niedziela, 19 sierpnia 2012

Bezsenność na wenę (2 drabble: MBLAQ i EXO)

Nie mogę w to kurcze uwierzyć. Nie dość, że mam cholernie dużo problemów, to teraz jeszcze nie mogę spać. I nie pomagało nic, nawet głupie męczenie oczu na siłę... Więc zaczęłam pisać na telefonie jakieś opowiadania. Wyszły dwa. Króciutkie. Na mniej niż 3000 znaków. Nie słów. Znaków. Więc to to nawet opowiadaniem chyba nie jest >.<
Ale w każdym razie, pisałam je od 2 w nocy, do 4:46. A potem się cholernie nudziłam. Do godziny 6:00, bo potem mama łaskawie pozwoliła mi wejść na kompa. Za co jestem jej dozgonnie wdzięczna. Szok.
I tego.. co do tych drabbli (o ile można to tak nazwać), to ja to sobie tutaj wrzucę, bo jakoś nie chce mi się otwierać stron przeznaczonych na opowiadania. Sorry.

Drabble nr.1 - MBLAQ
pairing - coś w stylu JoonHo (Joon/Seungho)

Lee Joon nienawidzi wielu rzeczy. Robi nawet specjalną listę, gdzie spisuje je wszystkie, zaczynając od tych najmniej znienawidzonych. Jednak tylko pięć punktów naprawdę mu przeszkadza.
  Numer 12 - szkoła
   Joon uważa, że to marnowanie czasu, bo i tak nic pożytecznego tam nie uczą. Na prawdę. W końcu, po cholerę potrzebne mu jest wiedzieć jaka jest definicja żarówki? Do tego nauczyciel matematyki chyba się na niego uwziął, bo cały czas woła go do odpowiedzi. A bądźmy szczerzy, Joon nie jest stworzony do przedmiotów ścisłych. Woli angielski.
  Numer 19 - pietruszka
   Może to zabrzmi dziecinnie, ale Joon nie cierpi jej smaku. Nie przejmuje się w ogóle faktem, że jest zdrowa, ma dużo witamin i powinien ją jeść, jeśli chce mieć ładną cerę. Joon po prostu jej nie lubi. Koniec kropka.
  Numer 56 - irytujące dziewczyny
   Jjoonie ogólnie nie lubi irytujących ludzi, jednak dziewczyny z jego szkoły biją wszelkie rekordy w byciu upierdliwym. Gdy tylko zobaczą jakiegoś ładnego, przystojnego chłopaka, nie dadzą mu spokoju. Na każdej przerwie jakaś dziewczyna wyznawała Joonowi miłość. Poza tym wszędzie za nim łażą, piszą i są nie do wytrzymania.
  Numer 84 - ludzie, którzy myślą, że miał operację plastyczną
   Tłumaczenie każdemu z osobna, że urodził się z tak piękną buzią staje się irytujące po jakimś czasie. Naprawdę tak ciężko jest uwierzyć, że jego twarz jest naturalna?
  Numer 169 - Yang Seungho
   Jak na razie, ostatni i najgorszy punkt na jego liście. Człowiek, który doprowadza Joona do szaleństwa za każdym razem, gdy go widzi. Człowiek, który zabrał Joonowi wszystko, co miał; razem z sercem chłopaka. Jjoonie nienawidzi go z jednego konkretnego powodu. Bo swoim nagłym pojawieniem się tamtego dnia w parku, wywrócił świat Lee Joona do góry nogami. Od tamtej pory Yang Seungho jest kochany i nienawidzony jednocześnie przez najpopularniejszego chłopaka w szkole.
   Szkoda tylko, że o tym nie wie.

Drabble nr.2 - EXO
pairing - chyba nie ma. ew. bff!XingYeol (Lay/Chanyeol)

   Chanyeol siedział pod ścianą w salce tanecznej, obserwując tańczącego Lay'a. Ruchy starszego chłopaka były płynne, zgrabne i cholernie seksowne, nawet z perspektywy tak nieuzdolnionego tanecznie faceta jak Chanyeol. Po plecach Koreańczyka przeszły dziwne dreszcze, gdy Lay zakołysał swoim ciałem, wykonując perfekcyjną falę. Chanyeol nie mógł oderwać wzroku od Chińczyka. Od zawsze podziwiał ludzi, którzy potrafili tańczyć, a nie dało się ukryć, że prawie całe EXO to umiało. Prawie całe, gdyż on, Kris i Chen byli jedynymi wyjątkami. Nie, żeby im to przeszkadzało, jednak Chanyeol nigdy nie mógł pozbyć się delikatnej zazdrości, która gościła się w jego sercu, za każdym razem, gdy oglądał Kai'a, czy Lay'a, a nawet Sehuna.
   Chanyeol westchnął cicho pod nosem, próbując powstrzymać szalejącą we wnętrzu chłopaka zazdrość. Nie ukrywajmy, Chanyeol chciałby umieć tańczyć chociaż w jednej szóstej tak dobrze jak Chińczyk przed nim. Oczywiście, to nie było możliwe, z naprawdę wielu powodów. Jednym z dwóch głównych powodów był jego wzrost oraz to, że jest strasznie sztywny. Drugim powodem był brak osoby, która mogłaby go uczyć. Choreografowie odpadają, bo uczą ich tylko przez dwie godziny, do momentu aż załapią wszystkie kroki. Reszta zespołu najprawdopodobniej byłaby zbyt zmęczona, by mu pomóc, no i Chanyeol był pewien, że uczenie go tańczyć było ostatnią rzeczą, jaką chcieli by robić, dlatego nawet o to nie zapytał. Poza tym, Chanyeol jest znany jako Happy Virus z EXO, więc jakby to wyglądało gdyby zamiast szczęścia, rozsiewałby smutek i zmęczenie?
   Pogrążony we własnych myślach, nie zarejestrował momentu, w którym muzyka przestała grać, a Lay tańczyć, a nawet faktu, że Chińczyk teraz kierował się w jego stronę z uśmiechem na ustach.
  -Chanyeol ah, ziemia do ciebie! Odbiór! - zaśmiał się radośnie machając dłonią przed twarzą Koreańczyka. Ten wzdrygnął się, zauważając jak blisko niego znajduje się twarz starszego. Trochę za blisko, jak na jego gust.
  -Tak, Lay hyung? - zapytał, odsuwając się troszeczkę od Chińczyka.
  -Poćwicz ze mną! Nie chce mi się już samemu, a tylko ty zostałeś dzisiaj dłużej. - odpowiedział, kładąc dłonie na kolanach młodszego.
  -Lay, przecież wiesz, że nie umiem tańczyć tak jak ty. Nie będę dla ciebie dobrym partnerem. - powiedział Chanyeol, bawiąc się zamkiem swojej zielonej bluzy.
  -Nie mów tak! Ja cię nauczę tańczyć, spokojnie. Więc chodź, dobrze?
  -No nie wiem...
  -Proszę, Chanyeol! Zgódź się!
   Chłopak zamyślił się na chwilę.
  -Tylko jak zrobisz aegyo~! - zaczął droczyć się z Lay'em, cytując słowa, które Chińczyk przeważnie kieruje do Kai'a.
  -Hej! Czy ja ci wyglądam jak Kai? - Lay udał oburzonego, klepiąc delikatnie udo przyjaciela.
  -Nie. Jesteś za jasny. - powiedział poważnym tonem. Jednak po chwili wybuchnął śmiechem, a sekundę potem dołączył do niego Lay. - Ale tak na serio, to chciałbym zobaczyć twoje aegyo, hyung.
  -Chyba w snach, kotku. A teraz chodź ze mną potańczyć, bo jak tak dalej pójdzie, to spóźnimy się na obiad!
   Lay złapał młodszego chłopaka za rękę i wytargał go na środek pomieszczenia.Chanyeol zaczął się śmiać jeszcze mocniej, w duchu dziękując Bogu za szansę poznania tak wspaniałych osób jak EXO. Kochających ludzi, którzy zawsze wiedzą jak poprawić komuś humor.


Tak, jak widzimy, EXO jest dłuższe, ale to tylko dlatego, że nie wiedziałam o czym pisać i stukałam w klawiaturę telefonu wszystko, co mi przyszło do głowy. Tak więc jest jakieś coś, nie wiadomo co, i no. Teraz mi zalega na komórce >.< Trza to będzie kiedyś usnąć.